INFO

niestety, ale pousuwałam posty z moich blogów na onecie:( ale bloga nie usunęłam, bo nie chce by ktoś mi ukradł adres:):)
Od dzisiaj będę pisać tylko tutaj:)
Pozdrawiam:P:P

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 9



Dedykacja dla Kimi
Dzięki twojemu poganianiu zabrałam się za ten rozdział, dziękuje Kochana:*:*

Obmyłam twarz kilka razy zimną wodą. Chciałam aby to wszystko okazało się snem. Nie chce już dłużej tak cierpieć.  Chce wrócić do domu, do rodziców! Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Miałam rozciętą dolna wargę i podbite prawe oko. Wyglądałam strasznie. Włosy rozczochrane i tłuste. Matko! Nie chce by ktoś mnie oglądał w takim stanie.  A ten przystojniak Haruki Fuse mnie widział, masakra! Namoczyłam ręce i poprawiłam sobie włosy, grzywkę zaczesałam do tył. Przez to całe zamieszanie dopiero teraz spostrzegłam, że ma na sobie szpitalną koszulę, pod spodem nie mam żadnej bielizny! Dobrze, że jest luźna, przynajmniej nie widać moich małych piersi.  Usłyszałam zza drzwi głośną rozmowę, jeden głos rozpoznałam od razu, była to moja mama! Jak najszybciej mogłam, podeszłam do drzwi, otworzyłam je. Przed wejściem Hikaru szarpał się z moja matką, pewnie nie chciał ja wpuścić.
-Mamo! – łzy szczęścia napłynęły mi do oczu, nie wstydziłam się płakać. Chłopak przepuścił ją, podbiegła do mnie i przytuliła.
-Kochanie, przepraszam cię za wszystko! To moja wina! – wyszeptała mi do ucha głaszcząc po głowie. Mocna ją przytuliłam, nie chciałam puścić, bałam się, że gdy tylko się od niej oderwę, zniknie.
-Mamo zabierz mnie stąd! Niech tata im zapłaci, ja nie chce…  - nie dokończyłam, przerwała mi, kładąc palec na ustach.
-Ciii, nie bój się. Wszystko będzie dobrze – ciepło z jakim to wypowiedziała uspokoiło mnie, a oczy, pełne wiary, dodały otuchy. Popatrzyła na Hikaru, on tylko się uśmiechnął i nas przepuścił. Nie rozumiałam tego, wcześniej nie chciał jej przepuścić, a teraz się uśmiecha i nas przepuszcza? Popatrzyłam na mamę pytająco, lecz tylko odpowiedziała mi uśmiechem. Doszłyśmy do pokoju, w której leżałam. Pomogła mi się położyć i otuliła mnie kołdrą. Usiadła na krześle stojącym obok szafki szpitalnej i powiedziała:
-Śpij spokojnie, będę przy tobie.– pogłaskała mnie po głowie. Spojrzałam w kierunku otwartych drzwi, stał w nich brunet, dziwnie się uśmiechał. O co w tym wszystkich chodzi?? Nie mam siły teraz o tym myśleć, jest przy mnie mama, nie muszę się bać.  Zamknęłam oczy, byłam zmęczona, zasnęłam.

~*~

Minęło kilka godzin. Sakura spokojnie spała, na jej twarzy malował się uśmiech. Była szczęśliwa, Rinako siedziała nad nią, płakała. Żałowała, że posłuchała męża i wróciła ze swoim dzieckiem do Tokio. Wiedziała, że Makoto ma dług u jej brata, lecz tego się nie spodziewała. Nie przewidziała, że za błędy męża będzie cierpieć jej dziecko. Sakura była zaadoptowana ponieważ Rinako w młodości miała nieszczęśliwy wypadek. Została postrzelona na imprezie, przez wroga ojca. Macica została przebiła przez kulę, więc lekarze musieli ją usunąć. Cała rodzina od pokoleń należała do mafii, a raczej była jej szefem. Po tym wypadku matka Sakury nie chciała mieć nic wspólnego z rodziną, wyjechała z Tokio do Nowego Jorku i tam poznała Makoto. Miał on dwuletniego syna Kaoru, jego matka umarła przy porodzie. To była wielka miłość, chociaż dowiedział się, że nie może mieć dzieci, poślubił ją. Po ślubie wrócili do Tokio i wtedy jej mąż zaciągną ogromny dług u Fugaku, aby rozwinąć własny biznes, co się nie udało. Rok po ślubie zaadoptowali dziecko. Z każdym rokiem dług się powiększał, aż w końcu urósł do rekordowej sumy. Najwięcej pieniędzy poszło na adopcję Sakury i jej leczenie. Biologiczna matka dziewczyny była narkomanką, gdy Sakura się urodziła miała zainfekowaną krew narkotykami. Potrzebowała długiego leczenia, które dużo kosztowało. Lecz po roku była już zdrowym dzieckiem. Fugaku na prośby Rinako, odliczył od długu koszty leczenia dziewczynki, lecz nie zrezygnował z pieniędzy, które Makoto przegrał w karty. Usłyszała pukanie do drzwi, zerwała się gwałtownie z siedzenia. Do pomieszczenia wszedł jej brat, spojrzał na dziewczynę i gestem ręki zawołał Rinako. Kobieta poszła za nim. Wyszli na korytarz, zamknęła drzwi do sali, w której spala różowo włosa. Brunetka obtarła łzy, spojrzała na brata błagalnie. Teraz ma okazję poprosi go o wypuszczenie Sakury.
-Posłuchaj – zaczął pierwszy –wiem, że obwiniasz ojca i mnie o to co się stało. Rozumiem, że traktujesz Sakurę jak własne dziecko, przez to zapłaciłem za jej leczenie. Ale teraz, kiedy wróciliście, a Makoto nie ma pieniędzy na długi, nie mam wyboru.
-To czemu chcesz zabić moje dziecko? Zabij jego! – wykrzyczała. Fugaku szeroko otworzył oczy ze zdziwienia, Rinako dopiero po chwili zdała sobie sprawę z wypowiedzianych wcześniej słów. Odruchowo zasłoniła usta rękami, na jej twarzy malował się strach i odraza do własnych słów.
-Ha! A już myślałam, że nic nie zostało ci z naszej rodziny! – uśmiechnął się chytrze – więc mam zabić Makoto, a Sakure zostawić w spokoju tak??
-Ja… - była zmieszana, nie wiedziała co powiedzieć. – nie chce by coś stało się mojemu dziecku…
-Dobrze więc, zastanowię się nad twoją propozycją. Teraz wracaj do córki. – ominął ją i szedł w stronę wyjścia.
-Zaczekaj, czy to znaczy, że jest wolna? – zawołała za nim.
-Na razie nie, muszę się zastanowić, do zobaczenia Rinako! – Skręcił, i zaniknął za ścianą.

~*~

Otulało mnie dziwne ciepło. Czułam się bezpieczna i spokojna, niczego się nie bałam. Usłyszałam jakieś głosy, przetarłam oczy, otwarłam je. Byłam sama, powędrowałam leniwie wzrokiem po pomieszczeniu. Co? Nie ma jej? Zerwałam się do pozycji siedzącej.
-…Zabij jego! – usłyszałam głos rodzicielki zza drzwi.
-Ma…- chciałam zawołać matkę, lecz usłyszałam męski śmiech.
-Ha! A już myślałam, że nic nie zostało ci z naszej rodziny! Więc mam zabić Makoto, a … - nie dosłyszałam co powiedział.
-Ja… nie chce by coś stało się mojemu dziecku…
-Mamo? O co tu chodzi? Jakiej rodziny? – wyszeptałam do siebie, byłam w szoku. Makoto? Czy ten mężczyzna ma zabić mojego ojca i za co? Chyba nie… Musze ostrzec tatę! Ale jak się stąd wydostane i jeszcze ta noga w gipsie…
-O Sakura, kiedy się obudziłaś? Dobrze spałaś?– zapytała mama wchodząc do pokoju.
-Tak, przed chwilą… która godzina? – posłałam jej radosny uśmiech. Nie mogę dać po sobie tego poznać, że słyszałam ich rozmowę. Ale dlaczego mama chce zabić ojca, nie ma innego sposobu? O co chodzi.
-Już południe, na szafce masz śniadanie – odpowiedziała, wzięła swoją torebkę i założyła płaszcz  – muszę już iść kochanie, przyjdę jutro.
-Ale dlaczego? Zostań!
-Przepraszam skarbie, muszę coś załatwić. Pa – wyszła. Ciekawe co ma do załatwienia? Kupienie spluwy na ojca? I znowu zostałam sama, powrócił strach. Czemu nie mogę mieć normalnego życia? Spojrzałam na tacę ze śniadaniem. Wzięłam jedną kromkę chleba, posmarowałam masłem i zjadłam. Zrezygnowana położyła się, upatrzyłam sobie punkt na suficie i się w niego wpatrywałam.
Minuty mijały, a ja nadal wpatrywałam się w sufit. Nie chciało mi się nawet obmyślać planu ucieczki, to i tak bez sensu… Ehh…mam tego dość! Drzwi zaskrzypiały, spojrzałam na nie. Do pomieszczenia weszła pielęgniarka z tacą.
-Proszę obiad – powiedziała kładąc i zmieniając tacę na szafce. – nic pani prawie nie zjadła. Nie ma pani apetytu?
-Jakoś nie chciało mi się jeść..czy była by szansa bym się wykąpała?
-Z noga w gipsie? Będzie trudno, ale coś postaram się załatwić. Proszę zjeść obiad, za dwadzieścia minut przyjdzie do pani lekarz.
-Dobrze, dziękuję.  Wyszła, podniosłam się i usiadłam. Popatrzyłam na tacę, zupa pomidorowa z samej wody i dwie kulki ryżowe? To ma być obiad? Chyba sobie żartują! No, ale nie będę wybrzydzać. Zupę ledwo, że zjadłam, nienawidziłam pomidorowej. A drugie „danie” zostawiłam sobie na później.
-Dzień dobry pani, jak się pani czuje? – usłyszałam znajomy głos. Mężczyzna w fartuchu wszedł do środka patrząc się  na kartę informacyjną. – lekki wstrząs mózgu, skręcenie w kostce i kilka siniaków. Powinna być pani szczęśliwa, mogło to… - popatrzyła na mnie i zamilkł.
-Dzień dobry doktorze Fuse, myślałam, że już pana nie spotkam – powiedziałam wesoło. Kto by się spodziewał, że Haruki jest lekarzem, przecież jest taki młody!
-A witaj Sakuro, kto by się spodziewał, że jesteś moją pacjentką – uśmiechnął się.
-No właśnie! Była by szansa zdjąć mi szynę i wypuścić jeszcze dzisiaj Doktorze?? – ciągnęłam rozbawiona, zamrugałam kilka razy rzęsami.
-Nie ma szans! Musze jeszcze wyciągnąć od ciebie numer telefonu, a to trochę potrwa! Hehe - roześmiał się, a ja z nim.
-Nom zgadzam się, bo zgubiłam telefon – a tak naprawdę to mi go zabrali porywacze, ale togo mu nie powiem.
-Pewnie gdy cię potrącono ci wypadł? To już go nie znajdziesz. – ehh… on jest taki przystojny, a do tego przypomina mi barta.
-Ile masz lat? – zapytałam nagle– o sorki! Nie powinnam pytać.
-Spoko, a czemu chcesz wiedzieć?
-No…no bo wyglądasz strasznie młodo i...
-Nie mam doświadczenia?
-Nie to chciałam powiedzieć! –zarumieniłam się. Kurka, ale wpadka.
-Mam dwadzieścia sześć lat, rok temu skończyłem studiować i mam już jakieś doświadczenie.
-Przepraszam jeśli cię uraziłam –byłam czerwona jak burak, jaki wstyd! Zrobiłam z siebie kretynkę!
-Nie musisz przepraszać. Ty masz 17 lat, tak?
-Hai… - wyszeptałam.
-Dobra, połóż  się – posłuchałam polecenia. Wyjął z kieszeni małą latareczkę, sprawdził czy źrenice dobrze reagują na światło – masz zawroty głowy, mdłości?
-Nie.
-No to potrzymamy cię jeszcze kilka dni na obserwacji i dostaniesz wypis.
-A nie można by wcześniej?
-Nie, przecież muszę wyciągnąć od ciebie numer telefonu, nie? – puścił mi perskie oczko.
-No tak… musisz się postarać –zażartowałam. Pożegnał się i wyszedł, powiedział, że musi jeszcze odwiedzić innych pacjentów. Eh.. szkoda, a była chwila rozrywki. Nie wiem czemu, ale przy nim czuje się dziwnie bezpiecznie. Dotknęłam rekami policzki, byłam cała rozpalona, czerwienie się jak mała dziewczynka, a mam już siedemnaście lat!

~*~

-Ty idioto, kretynie! Jak mogłeś ją stąd wypuścić! Czy to nie było dziwne, że jest zamknięta na klucz w pokoju Itachiego!? – wrzeszczał Fugaku na syna. Chodził po całym pokoju w jedną i w drugą stronę, ręce trzymał splecione na plecach, twarz miał całą czerwoną ze złości. – gorszego imbecyla nie widziałem! Dobrze, że mam jeszcze Itachiego, bo z ciebie nie ma żadnego pożytku! Tylko alkohol i dziewczyny! Opamiętaj się masz 17 lat!!
-Daj spokój! Przecież nie zaginęła? Siedzi teraz w szpitalu przykuta do łóżka, bo ma nogę w gipsie –starał się nie zwracać uwagi na obraźliwe słowa kierowane w jego osobę. Nie chciał teraz pyskować ojcu, był opanowany, nie dał ponieść się emocją.
-Ta… mamy szczęście, ze wpadła komuś pod auto i znaleźliśmy ją w szpitalu. – podszedł do barku wyjął z niego whisky i nalał sobie do szklaneczki, wrzucił trzy kostki lodu, i wziął duży łyk trunku.  – a ciekawe co byś mówił jak by gdzieś zniknęła?
-Ale nie zniknęła!
-Tak…
-Ojcze – przerwał mu Itachi wchodząc do gabinetu – wrócę wieczorem, jak przyjdzie Miku powiedz żeby poczekała.
-A gdzie się wybierasz? – zapytał z ciekawości Sasuke.
-Nie twoja sprawa – wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Uchiha uśmiechnął się pod nosem, wziął kolejny łyk napoju.
-Możesz już iść, nie chce teraz na ciebie patrzeć łamago!  - ryknął na syna, on posłusznie opuścił pomieszczenie. Rozłożył się na fotelu popijając trunek. Zadzwonił telefon, leniwie wyciągnął rękę po słuchawkę.
-Czego! – warknął.
-Z tej strony Junichi…
-Znaleźliście go?
-Nie jego, ale portfel i płaszcz. Mamy też, świadka, który widział skaczącego mężczyznę z mostu, przeszukać brzegi rzeki i dno?
-Lepiej to sprawdzić, niż myśleć, iż skoczył, chociaż w to wątpię. Sprawdź wszystko i daj mi znać!
-Tak jest, szefie! – rozłączył się. Co ty kombinujesz Makoto, pomyślał, myślisz, że takim zagraniem mnie zwiedziesz??

~*~

Zanim pojechał do szpitala po drodze wstąpił do sklepu i kwiaciarni. Kupił kosz kwiatów i czekoladki. Już wczoraj je zamówił, zaraz po tym niemiłym incydencie. Był zły na sienie, że nie dał rady wyhamować, lecz nic na to nie poradzi, przecież jest zima i jest ślisko. Podjechał pod szpital, zaparkował, wyjął z auta prezent i ruszył do środka. W recepcji dopytał się dokładnie gdzie leży Sakura. Wyjechał na 2 piętro i udał się do pokoju nr 16. Zapukał do drzwi, lecz NIK mu nie odpowiedział, wszedł do środka zamykając za sobą drzwi. Sakury nie było. Ech..pewnie wzięli ją na jakieś badania, pomyślał, będę musiał poczekać. Położył kosz kwiatów koło łóżka, a sam usiadł na krześle obok.

~*~

-Proszę to świeża piżama od pani matki – powiedziała pielęgniarka wręczając Sakurze ubrania.
-Dziękuje – wzięła od niej rzeczy, zdjęła ręcznik, którym była owinięta i nałożyła piżamę, drugim ręcznikiem, którym miała owiniętą głowę, wytarła dokładniej włosy i je rozczesała. Wyszła z łazienki, przed drzwiami czekał na nią Hikaru, powoli kulejąc szła w stronę swojego pokoju, pomagała jej siostra. Chłopak poszedł przodem i otworzył drzwi do sali, zdziwił się widząc Itachiego siedzącego na krześle. Nie spodziewała się gości, a do tego swojego szefa, myślał, że pan Uchiha już wszystko załatwił.
-Co ty tu robisz? – zapytał, lecz nie zdążył spytać się o nic więcej, bo zobaczył w drzwiach Sakurę podtrzymywaną przez pielęgniarkę. Hikaru cofnął się o dwa kroki do tył i zniknął z widzenia Uchihy. Wstał i wziął do rąk kosz.

~*~

Hikaru uciekł jak najszybciej mógł, był zdziwiony reakcja Itachiego. Czyżby nic nie wiedział, pomyślał. Muszę się przed nich schować, bo nie chce mieć problemów, poczekam aż sobie pójdzie i wrócę na posterunek. Wizyty kończą się o dziewiętnastej, ale poczekam godzinę dłużej, bo może mnie szukać. Wsiadł do winy i pojechał na ostatnie piętro, tam poszukał schowka na miotły, żeby móc się schować miedzy dziewiętnasta a dwudziestą.

~*~

Zdziwiłam się gdy go zobaczyłam, a jeszcze bardziej zadziwiło mnie to, co ma w rękach. Duży kosz, a w nim róże? Tak to były one, takie piękne, mój ukochany kwiat, który bardzo rzadko dostawałam od mężczyzny... Kosz w którym były cięte kwiaty był obwinięty zielonym tiulem, a od tego szła czerwona wstążka. Kwiaty były różnych kolorów, poukładane od największe, w dół najmniejsze i zwód wzrastały. Były różne kolory : różowe, jasno różowe, fioletowe, czerwone, białe, żółte, pomarańczowe, różowo-białe. Były także wszystkie kolory tęczy.  Wyglądało to tak pięknie! Na samym środku znajdowały się czekoladki z napisem „Przepraszam” w kształcie serduszka.
-To ja państwa zostawię – pisnęła podekscytowana pielęgniarka, pomogła mi jeszcze tylko podejść do łóżka, i nas zostawiła samych.
-Co… co to jest, Itachi? – tylko tyle zdołałam wypowiedzieć, byłam w szoku. Z jakiej okazji on przyniósł mi tyle róż i za co przeprasza, i skąd wie, że jestem w szpitalu?
-Wiesz, to ja cię potrąciłem. Wybiegłaś tak nagle na ulice, nie mogłem wyhamować, przepraszam.. – popatrzył mi w oczy, żałował, ale czego? Przecież to moja wina, że wpadłam mu pod koła, to ja powinnam przeprosić, iż narobiłam mu strachu!
-To ja powinnam przeprosić…gdybym uważała… - zrobiło mi się ciepło, to dziwne uczucie, policzki pewnie mam czerwone jak burak!
-Ty poniosłaś szkodę, nie ja – uśmiechnął się, odwzajemniłam uśmiech. Powoli „doczołgałam” się do kosza kwiatów, powąchałam je.
-Pięknie pachną, dziękuję są śliczne! – popatrzyłam mu ponownie w oczy, odczuwał ulgę, pewnie dlatego, że nie jestem zła i przyjęłam przeprosiny, ale o co miałam się złościć. Gdybym nie spanikowała, tylko uciekała myśląc, nic by się nie stało! Ech, a teraz jestem więziona w tym cholernym szpitalu!
-Jak się czujesz? Bardzo boli? – zapytał troskliwie, wiem, że się martwi, bo mnie potrącił, ale to jest za duża troska, ledwo, co się znamy! Spotkaliśmy się tylko raz!
-Jest dobrze, to tylko skręcenie i kilka siniaków! – powiedziała zadowolona, ale z czego tu się cieszyć?
-Wiem, lekarz mi powiedział – uśmiechnął się pokazując białe zęby – usiądź, nie przemęczaj się.
-Dobrze, nie jest ze mną tak źle. – posłałam mu rozbawiony uśmiech, bardziej się mną opiekuje niż pielęgniarki.  – może opowiesz mi o szkole i nauczycielach? Jestem nowa więc, nic nie wiem. –chciałam go zatrzymać dłużej, myślałam, że skoro przyniósł kwiaty i przeprosił będzie chciał iść.
-Dobrze, więc na początek weźmiemy Kakashiego Hatake, uczy matematyki…– i tak zaczął mi opowiadać o wszystkich nauczycielach, o tym u których można ściągać, z którymi można pożartować, którzy są zboczeni i lepiej nie ubierać bluzek z dekoltem. Na koniec zostawił dyrektorkę, myślałam, że jest miła, a okazało się , iż to wcielenie diabła. Opowiedział mi też o kolegach z mojej klasy, nie wiem skąd ich tak dobrze znał, ale nie wnikałam w szczegóły. I tak czas minął, z piętnastej zegar przeskoczył na dwudziestą, dziwie się, że pielęgniarki, które wchodziły do mnie przynosząc mi leki czy kolację, go nie wypędziły. – no niestety będę musiał już iść – popatrzył na zegarek na ręce. -  Będę mógł jutro też wpaść? Chyba, że cię tak zanudziłem tą gadanina, iż nie chcesz już mnie widzieć??
-No coś ty! Będę szczęśliwa jeśli jutro mnie też odwiedzisz. – powiedziała zgodnie z prawda, chciałam jeszcze z nim porozmawiać.
-Miło mi to słyszeć. To do jutra – rozprostował kości i wyszedł. Weszłam pod kołdrę, przytuliłam się do poduszki, próbowałam zasnąć, lecz nie mogłam. Cały czas myślałam o Itachim, o jedynej dobrej rzeczy jaka mnie dzisiaj spotkała.

~*~

Gdy tylko zamknął drzwi do pokoju, rozejrzał się po korytarzu. Wzrokiem szukał Hikaru, lecz nigdzie go nie było. Musisz mi wytłumaczyć, o co w tym chodzi? –pomyślał.  Ruszył w stronę męskiej toalety, tam go nie było. Sprawdził każde pomieszczenie, lecz nie mógł go znaleźć. Korytarz był pusty, nie było na nim żywej duszy, ale nie rezygnował, miał zamiar teraz iść na kolejne piętro, przycisnął guzik, poczekał chwilę, drzwi windy się otworzyła, a z niej wyszedł Hikaru. Przestraszony, chciał uciec, lecz Itachi był szybszy i załapał go za koszulkę nie pozwalając na ucieczkę.
-Nie sądzisz, że należą mi się jakieś wyjaśnienia??  - zapytał wkurzony.
-Skoro ojciec ci nic nie powiedział, to ja nie mogę! – pisnął przestraszony. Itachi był znany z tego, że jest bezwzględną i nieczuła osobą. Jeśli ktoś go wkurzy i przyjdzie taka potrzeba, nie zawaha się go zabić. Budził strach u pracowników ojca, nikt nie chciał z nim zadzierać, lecz był taki tylko w sprawach dotyczących mafii.
-Gadaj, albo urwę ci jaja i usmażę sobie na śniadanie! – uchwycił go za kołnierz koszulki i mocno potrząsnął.
-Nie mogę… - wyszeptał. Wkurzony rzucił nim jak laką o ścianę, Hikaru sykną z bólu. Itachi przycisnął go do ściany, przyciskając do jego szyi lewy łokieć, prawą ręką wyciągnął z tyłu spodni pistolet Desert Eagle 50AE, przystawił mu lufę do skroni. <PISTOLET>
-Gadaj, bo nie chce zbrudzić sobie nowej koszuli. – jego ciemne oczy płonęły złością, twarz miał bez wyrazu. Przerażony chłopak był blady jak ścian, wiedział, że Itachi nie żartował.
-Dobra, dobra Powiem! – Uchiha poluzował uścisk, lecz nie schował broni, nadal trzymał lufę na skroni chłopaka. Hikaru cały się trząsł ze strachu, głośno przełkną ślinę.
-No dalej, nie będę tu sterczał do rana! – wysyczał poirytowany.
-Muszę ją pilnować żeby znowu nie uciekła. Porwaliśmy ją z domu, bo jej ojciec nie chciał zapłacić długu, który jest winny twojemu ojcu. Zamknęliśmy ją w twoim pokoju, lecz udało jej się uciec…
-Idiota – odsunął się od niego i uderzył go kolbą pistoletu, chłopak stracił przytomność, jego bezwładne ciało osunęło się po ścianie do pozycji siedzącej.– Poszło łatwiej, niż myślałam, nawet nie miałem go nabitego – popatrzył na Deserta Eagle – jak zwykle się spisałeś.
_________
No i wyszło takie coś... Ta Kimi mnie wykończy! Pierwszy raz napisała taką długa nocię:0 Kiedy kolejna? Nie mam pojęcia, ale jak Kimi weźmie się do roboty, to coś mi się wydaję,że dość szybko^^ mam nadzieję, ze ci się Podobała Kochan Ty moja:*:*
Pozdrówka do kolejnej!! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz