INFO

niestety, ale pousuwałam posty z moich blogów na onecie:( ale bloga nie usunęłam, bo nie chce by ktoś mi ukradł adres:):)
Od dzisiaj będę pisać tylko tutaj:)
Pozdrawiam:P:P

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 5



Dedykacja dla wszystkich czytelników którzy czytają to coś niżej:P
Dzięki, że ze mną jeszcze jesteście:)



Otworzyłam oczy rozglądając się po pomieszczeniu. Nie wiedziałam gdzie jestem i co tu robię. W pokoju było ciemno i jakoś tak strasznie. Dreszcz przeszedł mi przez plecy, skrzyżowałam ręce na piersi, bałam się. Byłam sama w obcym miejscu, ostrożnie zsunęłam nogi z łóżka, tak jakbym się bała, że pod łóżkiem coś na mnie czeka. Kiedy poczułam pewny grunt pod nogami wstałam z mebla podchodząc do drzwi. Nacisnęłam klamkę, lecz one ani nie drgnęły. Przerażona zaczęłam szarpać się z drzwiami tak jakby to coś pomogło i jakimś cudem się miały otworzyć. Moje starania były daremne, oparłam się o zimną ścianę zsuwając się po niej do pozycji siedzącej. Szukałam wzrokiem możliwości ucieczki, lecz nigdzie jej nie widziałam. W oknach były kraty, a drugie drzwi w tym pokoju na pewno prowadziły do łazienki, ale sprawdzić zawsze można. Wstałam, oczepiałam spodnie -tak z przyzwyczajenia- i podbiegłam do drzwi, nacięłam klamkę, a one otwarły się bez większego trudu. W pomieszczeniu świeciło się światło, zdziwiło mnie to, ale nie powstrzymało przed wejściem do środka. Zostawiłam w razie potrzeby uchylone drzwi i podążyłam naprzód. To nie była łazienka jak podejrzewałam, tylko duży salon. W pomieszczeniu nikogo nie było, odetchnęłam z ulgą. Na wprost mnie było duże sosnowe biurko, na nim sterta papierów. Po prawej stronie była duża zielona sofa przed nią duży prostokątny stół i  dwa fotele tego samego koloru co kanap. Po lewej był duży kominek z marmuru, boki wykładane były piaskowcem, nadawał salonowi uroku, a żółte ściany dopełniały całe wnętrze. Podeszłam bliżej biurka, cała drżałam, rozglądałam się zmieszana szukając telefonu lub czegokolwiek do pomocy. Bałam się,  że za chwilę ktoś tu wejdzie i już będzie po mnie!.

~*~

Przed biurkiem siedział starszy mężczyzna. Złożone dłonie, którymi podtrzymywał głowę opierał na blacie biurka. Patrzył na swoich podwładnych ze wściekłością. Dokładnie piętnaście minut temu dowiedział się, że jego bezmyślni ludzie porwali nastolatkę, która zabiła Tazukiego. Przynajmniej oni tak twierdzili.
-Szefie...nie mieliśmy wyboru.-zaskamlał Hikaru.
-Haruno nie chce płacić długów, więc musieliśmy jakoś go do tego zmusić... -odrzekła Naoki.
Mężczyzna przez chwile zamknął oczy zastanawiając się co ma zrobić w takiej sytuacji. Przecież teraz nie wypuści tej małej na wolność.
-Makoto pozwolił ja zabrać? - spytał po chwili. Oni tylko przytakiwali i czekali w ciszy, na rozkazy. -Dziewczyna była już w szkole?
-Tak. -odpowiedział natychmiast brunet. - I wychodzi na to, że ma już przyjaciół. Gdy jej matka na nasz rozkaz po nią dzwoniła powiedziała, że jest w kawiarni z przyjaciółmi -dodał od siebie (zobacz notkę nr2).
-Hmm...rozumiem...czyli nie możemy pozwolić na to by dziewczyna zniknęła tak nagle ze szkoły... -Zaczął się zastanawiać jak najlepiej ułożyć to wszystko w jedną całość. Skoro dziewczyna zdobyła już przyjaciółki, a jej ojciec nie pali się do spłaty długów to...
-Przepraszam szefie, ale..-wyrwał go z zadumy,
-Siedź cicho! -wrzasnął, popatrzył na nich w podirytowaniu, był na takiej dobrej drodze w swoim planie,a przez tych głupków musi zaczynać od nowa!
-Ojcze -do gabinetu wszedł młody chłopak o ciemnych rozczochranych włosach, pociągłej twarzy i czarnych oczach. Miał około siedemnaście lat.
-O co chodzi Sasuke? Widzisz, że nie mam czasu.
-Tak, tak..wiem! Mogę wziąć auto?
-A bierz, tylko nie wracaj znowu nad ranem masz szkołę, którą chcąc nie chcąc musisz ukończyć...
-Noo..wiem. Trujesz mi o tym już od dawna, a sam jej nie skończyłeś!
-Wynoś się! -powiedział urażony. Chłopak posłusznie opuścił gabinet ojca. *Nie dość, że chce by wyrósł na ludzi to jeszcze mi pyskuje! Moja krew!* -pomyślał Uchiha.

~*~

Przeglądałam stos papierów, które leżały na biurku. Wszystkie niby się zgadzały, żadnych fałszerstw machlojek, ale coś mi tu nie pasowało... Wszystko było za idealne... Lecz jedynym powodem moich poszukiwań nie było sprawdzenie tych ludzi, ale miałam nadzieję, że może gdzieś pod tą stertą papierów będzie telefon. Moje poszukiwania okazały się daremne...nie znalazłam telefonu. Upadłam bezsilna na fotel stojący za mną. Co ja teraz zrobię?

~*~

-Zrozumieliście? -spytał swoich podwładnych.
-Tak szefie, ta mała nie będzie problemem... -odrzekł Hikaru uśmiechając się do Naokiego.
-To dobrze zejdźcie mi z oczów!
Mężczyźni posłusznie wykonali polecenie. Uchiha został sam w swoim gabinecie, wyjął z szafki butelkę brandy i nalał sobie do szklaneczki. Skosztował odrobinę.
-Ciekawe jak to wszystko się ułoży. -wziął kilka większy łyków. Roześmiał się głośno z satysfakcją. -Zobaczymy...

~~*~~
Yeeee...napisałam to :) jestem z siebie normalnie dumna:) hehe Błędów raczej nie mam bo sprawdzałam, ale jak jakieś się znajdą to sorki:) i do następnej:)
Podobało sie??

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz