INFO

niestety, ale pousuwałam posty z moich blogów na onecie:( ale bloga nie usunęłam, bo nie chce by ktoś mi ukradł adres:):)
Od dzisiaj będę pisać tylko tutaj:)
Pozdrawiam:P:P

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 8



Dedykacja dla Itami
Dzięki, że czytasz moje opko^^

Biegnę, uciekam przed czymś, lecz nie wiem co to jest. Jestem w centrum Tokio, lecz nie spotkałam żadnej żywej istoty, nie widziałam też żadnego pojazdu. Nikogo tu nie ma! Wszyscy opuścili miasto?  Nie zatrzymywałam się, biegłam dalej,potykając się o wyrastające z ziemi korzenie drzew. Skąd one się wzięły na chodniku? Nagle wszystkie światła w okolicy zgasły, otuliła mnie ciemność.Przed oczyma zaczęła mi wirować para czerwonych ślepi... Te oczy goniły mnie…nie mogłam przed nimi uciec. Próbowałam się gdzieś ukryć, lecz one wszędzie mnie znajdowały. One sprawiały, że wszystko wokół zaczęło znikać, nie chciały bym się dłużej chowała. Nie byłam już w Tokio, byłam sama, otoczona przez mrok.Przystanęłam rozglądając się wokoło. Chcę wrócić do domu, do rodziców. Słone łzy spływały po moich policzkach i znikały gdzieś w ciemności. Otoczona przez nicość, skuliłam się w kłębek próbując się ukryć. Wiedziałam, że to na nic,lecz co miałam zrobić? Nie mogłam patrzeć na te ślepia, które przyprawiały mnie o dreszcze. Nagle w oddali zobaczyłam światło, to była moja nadzieja. Wstałam szybko, biegłam w jego kierunku. Jakieś okropne czarne łapy, zakończone ostrymi czarnymi pazurami, chwyciły mnie za koszulkę i zaczęły odciągać od „światła nadziei”. Zaczęłam się szarpać i krzyczeć, lecz nie puszczały, ciągnęły mnie dalej w ciemność…
-Nieeeeeeeeeeeee! – krzyknęłam przerażona, podniosłam się do pozycji siedzącej. Cała byłam zlana potem. Oparłam łokcie na nogach, a twarz ukryłam w dłoniach. Do oczu cisnęły mi się łzy, próbowałam je powstrzymać, lecz nie dałam rady. Co to było? Sen? Odkryłam jedno oko, zobaczyłam, że jestem w pokoju. Odetchnęłam z ulgą, otarłam łzy, uspokojona opadłam na poduszkę,śmiejąc się z  siebie. Każdemu śnią się koszmary. Ponownie podniosłam się gwałtownie do pozycji siedzącej. Gdzie ja jestem?? Zaczęłam sobie przypominać co się stało. O boże, co robił tu ten mężczyzna z Naoki’m i Hikaru? Pamiętam, że coś mi mówił…
-Więc dziecinko, jak widzisz nie udało ci się uciec. –Zaśmiał się – Mam nadzieje, że nie będziesz już próbowała uciekać? To byłoby niezręczne dla nas obojga, gdybym musiał cię zamknąć, w więzieniu za kradzież pieniędzy..
-Co? O czym pan mówi?! Ja nic nie ukradłam!! – Krzyknęłam oburzona. O co im chodzi? To ja tu jestem poszkodowana, bo  ktoś mnie potrącił samochodem!!
-No wiem, ale policja pomyśli inaczej gdy ja im przedstawię jak wygląda sprawa: ukradłaś dużą sumkę z mojego sejfu, który zapomniałem zamknąć. Zauważyli to strażnicy i zaczęli za tobą gonić, wybiegłaś na ulice,nie zauważyłaś samochodu i wpadłaś mu pod koła. I co mylisz o mojej  historii?? Ciekawa nie?? – Zaśmiał się kpiąco. – Nikt i tak nie uwierzyłby w twoja wersję.
-A skąd pan jest tego taki pewny? – skrzyżowałam ręce na piersi, oczekując na odpowiedź.
-Bo jesteś tylko nastolatką potrzebującą pieniędzy, a ja jestem szanowanym biznesmenem, który ma dużo wpływów – uśmiechnął się triumfująco. Przegrałam, miał rację. Kurde czemu wszystko co najgorsze zawsze mnie spotyka!! Zrezygnowana spuściłam głowę, aby zakryć oczy, w których ponownie zbierały się łzy. Milczałam, nie chciałam aby słyszeli jak głos mi się trzęsie.
-Więc myślę, że będziesz grzeczną dziewczynką, ale na wszelki wypadek zostawię tutaj Hikaru, dla towarzystwa.  Mężczyźni opuścili pomieszczenie.
-Eehh – westchnęłam. To pewnie Hikaru stoi tam za drzwiami,dziwne, że nie przyszedł żeby sprawdzić czemu krzyczałam. A może śpi?? Ta myśl dodała mi otuchy, cicho zsunęłam nogi z łóżka. Kurde!- wrzasnęłam w myślach.Zapomniałam, że mam nogę w gipsie.. T.T To z planu ucieczki nici, przecież jak zacznie mnie gonić, to przed nim nie ucieknę, i ten stary dureń zamknie mnie w więzieniu za kradzież pieniędzy, których oczywiście nawet na oczy nie widziałam. Zaraz normalnie wybuchnę! Może samobójstwo?? Nie, odpada. Tato mam nadzieje, że im zapłacisz…

~*~

W mieszkaniu Makoto i Rinako było słychać krzyki. Rodzice Sakury kłócili się.
-Jak mogłeś pozwolić żeby ją zabrali!! Od dwóch dni jej niema, a Uchiha się z nami nie skontaktował! A jak ją skrzywdzili?! – wrzeszczała.
-Uspokój się kobieto!! Ona i tak nie jest naszą prawdziwą córką!
-Makoto…jak możesz!! – łzy płynęły po jej policzkach. – To,że ją adoptowaliśmy nie znaczy, iż nie jest naszą córka!! – Podeszła do męża i uderzyła go w twarz. - Jesteś potworem!
-Wiem… - wyszeptał spuszczając wzrok, nie chciał patrzeć w oczy żonie. – Postaram się jakoś zdobyć te pieniądze i odzyskać nasza córkę!Obiecuje ci to.
Kobieta patrzyła na Makoto, tak jakby próbowała wyczytać czy mówi prawdę. Uśmiechnęła się blado w jego stronę. Nadal nie wierzyła mężowi,ale postanowiła dać mu szansę. Jeśli coś się stanie Sakurze zabiję cię własnymi rękami, pomyślała.
-Wychodzę – Makoto wziął z szafy płaszcz i opuścił mieszkanie. Zjechał windą do recepcji i wyszedł z budynku. Przed hotelem czekał na niego samochód, zajął swoje miejsce i odjechał.
Brunetka patrzyła jak auto zabiera gdzieś jej męża, bała się, iż może już nie wrócić, że ucieknie z miasta, zostawiając ją samą i ich córkę w rękach handlarza narkotyków. Patrzyła tak przez dłuższą chwilę zamyślona, z zadumy wyrwał ją dźwięk telefonu. Podbiegła do urządzenia i podniosła słuchawkę.
-Halo?
-Miło cię słyszeć Rinako. – zadrżała, gdy usłyszała jego głos.
-Fugaku, oddaj mi córkę!!
-Zaśmiał się. - Wiesz, że nie mogę. Twój mąż ma duży dług,który musi spłacić. Ma czas do jutra!
-Zaczekaj – zawołała zdesperowana – nie dałbyś mu więcej czasu?
-Hmm… a co z tego będę miał? Pewnie ucieknie jak poprzednio.Myślał, że po 10 latach zapomnę o tych pieniądzach?? Myślałem, że wrócił, bo zdobył pieniądze na spłatę długu.
-Fugaku proszę nie krzywdź mojej córki, daj nam więcej czasu. Jak zajdzie taka potrzeba sama skombinuje jakoś te pieniądze, tylko nie krzywdź mojej córki…
-Jesteś moją siostrą, więc zrobię ten wyjątek i dam wam jeszcze miesiąc, ale do tego czasu Sakura będzie u mnie.
-Dziękuje Ci.. – odetchnęła z ulga.
-Jeśli za miesiąc nie dostanę tych pieniędzy, zabiję ją. Jest adoptowana, więc więzy krwi ją nie uratują. – rozłączył się. Rinako nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy płakać. Uchiha dał jej więcej czasu, lecz gdy nie spłacą długu na czas, zabije Sakure. Zostało tylko pytanie, skąd weźmie taką sumę pieniędzy? Popatrzyła na zegarek, dochodziła już siódma. Niebo powoli się rozjaśniało .<przypominam, że jeszcze jest zima>


~*~

Stałam przed drzwiami, nasłuchiwałam jakiś odgłosów. Nic,cisza.  Nacisnęłam klamkę, cichutko otwierając drzwi. Wystawiłam głowę poza framugę. Na szpitalnym korytarzu nikogo nie było, wyszłam z pokoju. Kulejąc, udałam się do toalety. Gdy byłam na miejscu odetchnęłam z ulgą. Muszę się jakoś stąd wydostać, pomyślałam. Ale jak?Gdyby nie ta szyna już byłabym daleko stąd. Za sobą usłyszałam szum wody,przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz.
-Nie wiedziałem, że to damska toaleta. – powiedział ktoś za mną. Powoli się odwróciłam. Przy umywalce stał młody chłopak. Był bardzo podobny do Kaoru. Brązowe włosy opadały mu na twarz, a soczyście zielone oczy patrzyły na mnie. Nie byłam pewna, czy to mój brat, nie widziałam go od dawna.
-Kaoru? – zapytałam nie dowierzając.
-Kto to jest Kaoru? – zaśmiał się.
-Sorki, pomyliłam się. – Posłałam mu przepraszający uśmiech.
-Spoko, nazywam się Haruki, Haruki Fuse.
-Miło poznać. Jestem Sakura Haruno.
-Więc Sakuro, możesz mi powiedzieć co robisz w męskiej toalecie?
-To jest męska toaleta? – Zrobiło mi się gorąco, pewnie byłam cała czerwona ze wstydu. Pierwszy raz jestem w męskiej toalecie. –Pomyliłam się. – Wypaliłam. Powoli ruszyłam w kierunku drzwi.
-Heheh, przecież nic się nie stało, damska jest naprzeciw.
-Dzięki – nie odwracałam głowy, nie chciałam by zobaczył mojego buraka. Wyszłam z męskiego WC. Rzeczywiście drzwi do damskiej toalety były na wprost przede mną. Na korytarzu już nie było pustek, lekarze i pielęgniarki szli do pacjentów. Miałam zamiar wejść do toalety, lecz ktoś mocno mnie szarpnął i rzucił mną o ścianę. Osunęłam się po niej, siadając na płytkach. Osobnik, który mnie zaatakował, podniósł mnie i wysyczał mi do ucha.
-Jeszcze raz spróbujesz uciec to zadzwonię do szefa. –Zaczął mnie ciągnąć w stronę sali, w której leżałam, próbowałam się wyszarpać,lecz był silniejszy ode mnie.
-Hej koleś, poczekaj – usłyszałam głos Haruki’ego.
-O co chodzi? – zapytał Hikaru, zimnym, wywołującym u mnie dreszcze, głosem.
-Co ty jej robisz?! – Podszedł do nas, zlustrował spojrzeniem bruneta, a potem mnie.
-To nie twoja sprawa, spadaj! – wysyczał przez zęby, miał zamiar odejść, lecz Fuse nie dawał za wygraną. Złapał go za ramie i obrócił tak, by na niego patrzył.
-Zostaw ją albo wezwę ochronę – jego opanowany głos i wyraz twarzy zaimponował mi.
-Bo się przestraszę. Słuchaj koleś, jestem jej ochroniarzem,a ona ma leżeć w łóżku.
Spojrzałam na Hikaru spod byka. Ochroniarz??  Ja jestem więźniem, nie czuje się chroniona!!  Lecz nie mogę nic powiedzieć, bo to może zagrozić mojej wolności…
-Hiakru.. – zmusiłam się do uśmiechu – ja tylko chciałam pójść do toalety. –Ten uśmiech mi nie wychodził, był tak sztywny, że tylko głupi by się na niego nabrał.
-Aham – tylko tyle zdołam wykrztusić. Puścił mnie, więc udałam się do WC.

~~*~~
No na dzisiaj to tyle^^ jak są jakieś błędy, to sorki, nie chciało mi się sprawdzać^^Powtórzę to co na grzeszniku:0 Sorki jak komuś nie skomentowałam notki, ale onet się pieprzy i nie dodaje czasem komentów:(:( pzd i do następnej:*:*
NN jeszcze na znamie-grzesznika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz