Dedykacja dla Itami
Dzięki, że czytasz moje opko^^
Dzięki, że czytasz moje opko^^
Biegnę,
uciekam przed czymś, lecz nie wiem co to jest. Jestem w centrum Tokio, lecz nie
spotkałam żadnej żywej istoty, nie widziałam też żadnego pojazdu. Nikogo tu nie
ma! Wszyscy opuścili miasto? Nie
zatrzymywałam się, biegłam dalej,potykając się o wyrastające z ziemi korzenie
drzew. Skąd one się wzięły na chodniku? Nagle wszystkie światła w okolicy
zgasły, otuliła mnie ciemność.Przed oczyma zaczęła mi wirować para czerwonych
ślepi... Te oczy goniły mnie…nie mogłam przed nimi uciec. Próbowałam się gdzieś
ukryć, lecz one wszędzie mnie znajdowały. One sprawiały, że wszystko wokół
zaczęło znikać, nie chciały bym się dłużej chowała. Nie byłam już w Tokio,
byłam sama, otoczona przez mrok.Przystanęłam rozglądając się wokoło. Chcę
wrócić do domu, do rodziców. Słone łzy spływały po moich policzkach i znikały
gdzieś w ciemności. Otoczona przez nicość, skuliłam się w kłębek próbując się
ukryć. Wiedziałam, że to na nic,lecz co miałam zrobić? Nie mogłam patrzeć na te
ślepia, które przyprawiały mnie o dreszcze. Nagle w oddali zobaczyłam światło,
to była moja nadzieja. Wstałam szybko, biegłam w jego kierunku. Jakieś okropne
czarne łapy, zakończone ostrymi czarnymi pazurami, chwyciły mnie za koszulkę i
zaczęły odciągać od „światła nadziei”. Zaczęłam się szarpać i krzyczeć, lecz
nie puszczały, ciągnęły mnie dalej w ciemność…
-Nieeeeeeeeeeeee!
– krzyknęłam przerażona, podniosłam się do pozycji siedzącej. Cała byłam zlana
potem. Oparłam łokcie na nogach, a twarz ukryłam w dłoniach. Do oczu cisnęły mi
się łzy, próbowałam je powstrzymać, lecz nie dałam rady. Co to było? Sen? Odkryłam
jedno oko, zobaczyłam, że jestem w pokoju. Odetchnęłam z ulgą, otarłam łzy,
uspokojona opadłam na poduszkę,śmiejąc się z
siebie. Każdemu śnią się koszmary. Ponownie podniosłam się gwałtownie do
pozycji siedzącej. Gdzie ja jestem?? Zaczęłam sobie przypominać co się stało. O
boże, co robił tu ten mężczyzna z Naoki’m i Hikaru? Pamiętam, że coś mi mówił…
-Więc
dziecinko, jak widzisz nie udało ci się uciec. –Zaśmiał się – Mam nadzieje, że
nie będziesz już próbowała uciekać? To byłoby niezręczne dla nas obojga, gdybym
musiał cię zamknąć, w więzieniu za kradzież pieniędzy..
-Co?
O czym pan mówi?! Ja nic nie ukradłam!! – Krzyknęłam oburzona. O co im chodzi?
To ja tu jestem poszkodowana, bo ktoś
mnie potrącił samochodem!!
-No
wiem, ale policja pomyśli inaczej gdy ja im przedstawię jak wygląda sprawa:
ukradłaś dużą sumkę z mojego sejfu, który zapomniałem zamknąć. Zauważyli to
strażnicy i zaczęli za tobą gonić, wybiegłaś na ulice,nie zauważyłaś samochodu
i wpadłaś mu pod koła. I co mylisz o mojej
historii?? Ciekawa nie?? – Zaśmiał się kpiąco. – Nikt i tak nie
uwierzyłby w twoja wersję.
-A
skąd pan jest tego taki pewny? – skrzyżowałam ręce na piersi, oczekując na
odpowiedź.
-Bo
jesteś tylko nastolatką potrzebującą pieniędzy, a ja jestem szanowanym
biznesmenem, który ma dużo wpływów – uśmiechnął się triumfująco. Przegrałam,
miał rację. Kurde czemu wszystko co najgorsze zawsze mnie spotyka!!
Zrezygnowana spuściłam głowę, aby zakryć oczy, w których ponownie zbierały się
łzy. Milczałam, nie chciałam aby słyszeli jak głos mi się trzęsie.
-Więc
myślę, że będziesz grzeczną dziewczynką, ale na wszelki wypadek zostawię tutaj
Hikaru, dla towarzystwa. Mężczyźni
opuścili pomieszczenie.
-Eehh
– westchnęłam. To pewnie Hikaru stoi tam za drzwiami,dziwne, że nie przyszedł
żeby sprawdzić czemu krzyczałam. A może śpi?? Ta myśl dodała mi otuchy, cicho
zsunęłam nogi z łóżka. Kurde!- wrzasnęłam w myślach.Zapomniałam, że mam nogę w
gipsie.. T.T To z planu ucieczki nici, przecież jak zacznie mnie gonić, to
przed nim nie ucieknę, i ten stary dureń zamknie mnie w więzieniu za kradzież
pieniędzy, których oczywiście nawet na oczy nie widziałam. Zaraz normalnie
wybuchnę! Może samobójstwo?? Nie, odpada. Tato mam nadzieje, że im zapłacisz…
~*~
W
mieszkaniu Makoto i Rinako było słychać krzyki. Rodzice Sakury kłócili się.
-Jak
mogłeś pozwolić żeby ją zabrali!! Od dwóch dni jej niema, a Uchiha się z nami
nie skontaktował! A jak ją skrzywdzili?! – wrzeszczała.
-Uspokój
się kobieto!! Ona i tak nie jest naszą prawdziwą córką!
-Makoto…jak
możesz!! – łzy płynęły po jej policzkach. – To,że ją adoptowaliśmy nie znaczy,
iż nie jest naszą córka!! – Podeszła do męża i uderzyła go w twarz. - Jesteś
potworem!
-Wiem…
- wyszeptał spuszczając wzrok, nie chciał patrzeć w oczy żonie. – Postaram się
jakoś zdobyć te pieniądze i odzyskać nasza córkę!Obiecuje ci to.
Kobieta
patrzyła na Makoto, tak jakby próbowała wyczytać czy mówi prawdę. Uśmiechnęła
się blado w jego stronę. Nadal nie wierzyła mężowi,ale postanowiła dać mu
szansę. Jeśli coś się stanie Sakurze zabiję cię własnymi rękami, pomyślała.
-Wychodzę
– Makoto wziął z szafy płaszcz i opuścił mieszkanie. Zjechał windą do recepcji
i wyszedł z budynku. Przed hotelem czekał na niego samochód, zajął swoje
miejsce i odjechał.
Brunetka
patrzyła jak auto zabiera gdzieś jej męża, bała się, iż może już nie wrócić, że
ucieknie z miasta, zostawiając ją samą i ich córkę w rękach handlarza
narkotyków. Patrzyła tak przez dłuższą chwilę zamyślona, z zadumy wyrwał ją
dźwięk telefonu. Podbiegła do urządzenia i podniosła słuchawkę.
-Halo?
-Miło
cię słyszeć Rinako. – zadrżała, gdy usłyszała jego głos.
-Fugaku,
oddaj mi córkę!!
-Zaśmiał
się. - Wiesz, że nie mogę. Twój mąż ma duży dług,który musi spłacić. Ma czas do
jutra!
-Zaczekaj
– zawołała zdesperowana – nie dałbyś mu więcej czasu?
-Hmm…
a co z tego będę miał? Pewnie ucieknie jak poprzednio.Myślał, że po 10 latach
zapomnę o tych pieniądzach?? Myślałem, że wrócił, bo zdobył pieniądze na spłatę
długu.
-Fugaku
proszę nie krzywdź mojej córki, daj nam więcej czasu. Jak zajdzie taka potrzeba
sama skombinuje jakoś te pieniądze, tylko nie krzywdź mojej córki…
-Jesteś
moją siostrą, więc zrobię ten wyjątek i dam wam jeszcze miesiąc, ale do tego
czasu Sakura będzie u mnie.
-Dziękuje
Ci.. – odetchnęła z ulga.
-Jeśli
za miesiąc nie dostanę tych pieniędzy, zabiję ją. Jest adoptowana, więc więzy
krwi ją nie uratują. – rozłączył się. Rinako nie wiedziała, czy ma się cieszyć,
czy płakać. Uchiha dał jej więcej czasu, lecz gdy nie spłacą długu na czas,
zabije Sakure. Zostało tylko pytanie, skąd weźmie taką sumę pieniędzy?
Popatrzyła na zegarek, dochodziła już siódma. Niebo powoli się rozjaśniało
.<przypominam, że jeszcze jest zima>
~*~
Stałam
przed drzwiami, nasłuchiwałam jakiś odgłosów. Nic,cisza. Nacisnęłam klamkę, cichutko otwierając drzwi.
Wystawiłam głowę poza framugę. Na szpitalnym korytarzu nikogo nie było, wyszłam
z pokoju. Kulejąc, udałam się do toalety. Gdy byłam na miejscu odetchnęłam z
ulgą. Muszę się jakoś stąd wydostać, pomyślałam. Ale jak?Gdyby nie ta szyna już
byłabym daleko stąd. Za sobą usłyszałam szum wody,przeszył mnie nieprzyjemny
dreszcz.
-Nie
wiedziałem, że to damska toaleta. – powiedział ktoś za mną. Powoli się
odwróciłam. Przy umywalce stał młody chłopak. Był bardzo podobny do Kaoru.
Brązowe włosy opadały mu na twarz, a soczyście zielone oczy patrzyły na mnie.
Nie byłam pewna, czy to mój brat, nie widziałam go od dawna.
-Kaoru?
– zapytałam nie dowierzając.
-Kto
to jest Kaoru? – zaśmiał się.
-Sorki,
pomyliłam się. – Posłałam mu przepraszający uśmiech.
-Spoko,
nazywam się Haruki, Haruki Fuse.
-Miło
poznać. Jestem Sakura Haruno.
-Więc
Sakuro, możesz mi powiedzieć co robisz w męskiej toalecie?
-To
jest męska toaleta? – Zrobiło mi się gorąco, pewnie byłam cała czerwona ze
wstydu. Pierwszy raz jestem w męskiej toalecie. –Pomyliłam się. – Wypaliłam.
Powoli ruszyłam w kierunku drzwi.
-Heheh,
przecież nic się nie stało, damska jest naprzeciw.
-Dzięki
– nie odwracałam głowy, nie chciałam by zobaczył mojego buraka. Wyszłam z
męskiego WC. Rzeczywiście drzwi do damskiej toalety były na wprost przede mną.
Na korytarzu już nie było pustek, lekarze i pielęgniarki szli do pacjentów.
Miałam zamiar wejść do toalety, lecz ktoś mocno mnie szarpnął i rzucił mną o
ścianę. Osunęłam się po niej, siadając na płytkach. Osobnik, który mnie
zaatakował, podniósł mnie i wysyczał mi do ucha.
-Jeszcze
raz spróbujesz uciec to zadzwonię do szefa. –Zaczął mnie ciągnąć w stronę sali,
w której leżałam, próbowałam się wyszarpać,lecz był silniejszy ode mnie.
-Hej
koleś, poczekaj – usłyszałam głos Haruki’ego.
-O
co chodzi? – zapytał Hikaru, zimnym, wywołującym u mnie dreszcze, głosem.
-Co
ty jej robisz?! – Podszedł do nas, zlustrował spojrzeniem bruneta, a potem
mnie.
-To
nie twoja sprawa, spadaj! – wysyczał przez zęby, miał zamiar odejść, lecz Fuse
nie dawał za wygraną. Złapał go za ramie i obrócił tak, by na niego patrzył.
-Zostaw
ją albo wezwę ochronę – jego opanowany głos i wyraz twarzy zaimponował mi.
-Bo
się przestraszę. Słuchaj koleś, jestem jej ochroniarzem,a ona ma leżeć w łóżku.
Spojrzałam
na Hikaru spod byka. Ochroniarz?? Ja
jestem więźniem, nie czuje się chroniona!!
Lecz nie mogę nic powiedzieć, bo to może zagrozić mojej wolności…
-Hiakru..
– zmusiłam się do uśmiechu – ja tylko chciałam pójść do toalety. –Ten uśmiech
mi nie wychodził, był tak sztywny, że tylko głupi by się na niego nabrał.
-Aham
– tylko tyle zdołam wykrztusić. Puścił mnie, więc udałam się do WC.
~~*~~
No
na dzisiaj to tyle^^ jak są jakieś błędy, to sorki, nie chciało mi się
sprawdzać^^Powtórzę to co na grzeszniku:0 Sorki jak komuś nie skomentowałam
notki, ale onet się pieprzy i nie dodaje czasem komentów:(:( pzd i do
następnej:*:*
NN
jeszcze na znamie-grzesznika
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz