INFO:):) ..>>Witam:) sorki, ze tak długo nic nie napisałam na żadnego bloga:) ale byłam zajęta:)
Matura i tak dalej a po maturze lenistwo:) ale wracam i mam nadzieje, że zakończę to opowiadanie:)
mam zamiar pisać jak na razie tylko na tego bloga:):) Już wkrótce dodam nową notkę:)
Newsy będę dodawać Tu i na blog.onet.pl <http://memories-blood.blog.onet.pl/ >
Pozdrawiam wszystkich gorąco:):)<<..
Rozdział 10
Wsiadł do windy i zjechał na sam dół. Wybiegł ze szpitala
jakby się paliło, wsiadł do auta i z piskiem opon ruszył z parkingu. Był
wkurzony, dziewczyna, która go tak naprawdę zainteresowała, była wmieszana w
problemy swojego ojca. Groziło jej niebezpieczeństwo! Dobrze to wiedział, znał
swojego ojca jak nikt inny. Fugaku nie odpuszcza, gdy ktoś mu zajdzie za
skórę nic go nie powstrzyma. Przez całe życie Itachi starła się przypodobać
ojcu, spełnić jego oczekiwania. W końcu to mu się udało, ale za jaką cenę?
Musiał zabić najlepszego kumpla, bo okazało się, że podkradał pieniądze ze
sejfu ojca. Z zimną krwią to zrobił, lecz później długo tego żałował! Był
głupi, że słuchał się ojca, teraz jest już pełnoletni, ojciec mu całkowicie
zaufał i oddał firmę, i swoich zbirów pod kontrolę, ale jak mógł mu nie
powiedzieć o Sakurze? Czyżby stracił zaufanie ojca? Z tą myślą wjechał na swoją
posiadłość. Zrobił szybki drift, parkując zaraz przed domem. Wyskoczył z auta i
pogonił do gabinetu ojca. Wbiegł do środka cały zdyszany.
-Musimy pogadać – wyprostował się i spojrzał wkurzony na ojca.
-Jestem zajęty – odpowiedział równie oschle. Itachi spojrzał na siedzenie przed biurkiem, zajmowała je kobieta. Brązowe włosy miała spięte w koka, po policzkach spływały łzy. Blada i zmartwiona twarz, zdziwiła go.
-Ciocia Rinako? – zapytał zszokowany – co ty tu robisz?
-To już nie twoja sprawa Itachi, zostaw nas samych – odpowiedział za nią Fugaku.
-Czy dałem ci jakiś powód żebyś mi nie mógł ufać? – zapytał spokojny, próbował podejść ojca, może sam mu wtedy powie coś o Sakurze. Podszedł do biurka, oparł się na jego blacie patrząc prosto w oczy ojca. Ich wzrok był chłodny i obojętny, z ich twarzy nie można było wyczytać żadnych uczuć. Obaj opanowali skrywanie swoich uczuć, pod maską obojętności, do perfekcji. Celowali w siebie wzrokiem już przez dłuższą chwile, Rinako lekko zakasłała, aby przypomnieć o swojej obecności, to zbudziło mężczyzn.
-Dobrze więc, możesz zostać. – wskazał na fotel obok barku z alkoholem, gdzie chłopak posłusznie usiadł. - Więc przejdźmy do rzeczy…czego ode mnie chcesz? – zwrócił się do kobiety.
-Żebyś pozwolił jej odejść – wykrzyczała przez łzy – czemu to robisz?
-Powiedziałem, że się zastanowię. Może ją puszczę wolno, albo jakoś wykorzystam… - uśmiechnął się triumfująco, wiedział, że Rinako nic mu nie może zrobić. Od dzieciństwa lubił się na niej znęcać, zawsze jej dokuczał.
-Ale o co chodzi, o kim rozmawiacie? – wtrącił się Itachi.
-O mojej córce Sakurze, ona jest taka młoda, niewinna. Czemu mi to robisz? – załkała, oparła ręce na blacie stołu i ukryła w nich twarz. – proszę…
-Sakura...to twoja córka? – zapytał nie dowierzając.
-Tak – popatrzyła na niego. Itachi nagle zbladł, był w szoku. Jego ciało stało się skałą, krew nie dopływała do jego mózgu, nie był w stanie trzeźwo myśleć. Wszystkie komórki w jego ciele jakby obumarły, a on sam chylił się ku ciemności. – Itachi czy wszystko w porządku? – zapytała zaniepokojona Rinako, te słowa wyrwały z letargu Uchihę. Spojrzał na nią już trochę uspokojony, musiał wszystko poukładać w swojej głowie. Dziewczyna, która mu się spodobała, i którą polubił, okazała się jego kuzynką! Nagle poczuł ogromne obrzydzenie do jej i swojej osoby, gdyby wiedział wcześniej... – Itachi słyszysz mnie? – wyciągnęła rękę w jego stronę, dotknęła jego kolana. Chłopak spojrzał na ciocie i posłał jej blady uśmiech.
-Przepraszam, zamyśliłem się – spojrzał na ojca – właśnie sobie coś przypomniałem, muszę już iść. – wstał i podszedł do drzwi. Oboje popatrzyli na niego pytająco.
-Chyba coś ode mnie chciałeś? Po co przyszedłeś? – zapytał się go ojciec.
-To nie jest już takie ważne, teraz mam ważniejszą sprawę na głowie – nacisnął klamkę i wyszedł.
-Co się mu stało? – zapytała Rinako, nadal była zdziwiona jego zachowaniem.
-Nie wiem…ale jak wspomniałaś o Sakurze to nagle się zmienił, podobno on ją potrącił. Lecz nie jestem pewny, bo to widział jakiś chłopak, którego moi ludzie przepytali i z jego opisu wszystko wskazuje na niego. – dumał Fugaku. – Wiec jaka jest ta druga sprawa, o której chciałaś rozmawiać?
-To prawda, że Makoto skoczył z mostu? – przerażona patrzyła na brata, chciała, aby jej zaprzeczył, żeby powiedział, iż to jest pomyłka. Wiedziała, że sama prosiła o jego śmierć, ale to był tylko impuls, tak naprawdę chciała by żył.
-Nic nie jest pewne – odetchnęła z ulgą – lecz musimy się upewnić. Znaleźliśmy jego portfel i płaszcz…Jak go tylko znajdę, to pożałuje, że się urodził! – wkurzony popatrzył na siostrę, teraz nie krył swoich uczuć. Jego twarz było cała purpurowa, na czole pojawiło się kilka zmarszczek. – Z tego co mówiłaś zarobił w stanach dużo pieniędzy i je wszystkie wydał na ten hotel? Zapomniał o długach? A może myślał, że skoro jesteś moją siostrą, to nie będzie musiał oddać mi tych pieniędzy?
-Nie wiem, naprawdę nie wiem…chciałabym wiedzieć! Ale czemu posunąłeś się do takich metod? Czemu Sakura musi za to wszystko cierpieć?
-Nie miałem tego w planach, ci idioci, których wysłałem do Makoto ją przyprowadzili, a teraz już tego nie mogę cofnąć.
-Bo?
-Bo dziewczyna za dużo wie! Sama nie chciałaś by twoje dzieci się dowiedziały. – dolał sobie whisky do szklaneczki, wziął dużego łyka i dodał – jak znajdziemy Makoto będzie mogła wrócić do szkoły, lecz będzie pod kontrolą.
-Kogo? Wyślesz jakiś zbirów, żeby siedzieli jej na karku? – wrzasnęła. Wstała i uderzyła dłońmi o blat stołu. – jeśli jej się coś stanie, to pożałujesz tego! – wzięła torebkę i płaszcz, i wyszła z gabinetu trzaskając drzwiami.
-Ciekawe co mi zrobisz – zaśmiał się głośno i wypił resztę trunku.
~*~
Korytarzem szpitalnym szła pielęgniarka, została wezwana do pacjenta, więc musiała sprawdzić o co chodzi. Gdy skręciła w boczny korytarz, zobaczyła mężczyznę, leżącego przed windą. Podbiegła do niego i sprawdziła puls, na szczęście żył.
-Słyszy mnie pan? – zawołała, lekko nim potrząsając, nie reagował. Z trudem udało jej się przewrócić go na plecy. Na czole miał ranę, z której sączyła się krew. Sprawdziła mu oddech, oddychał. Ułożyła go w bezpiecznej bocznej pozycji i pobiegła po pomoc. Po chwili wróciła z wózkiem i lekarzem. Posadzili nieprzytomnego na wózku i zabrali go do sali, aby go zbadać.
~*~
Itachi prosto z gabinetu ojca udał się do swojego pokoju. Wszedł do środka i zamknął drzwi na klucz. Gdy tylko położył się na łóżku, wyskoczyła na niego Miku. Wysoka i smukła dziewczyna o wielkim biuście. Miała długie, do pasa, złociste włosy i fiołkowe oczy, obrysowane ciemnym wachlarzem rzęs. Była ładna, lecz głupia i naiwna. Mężczyźni często ją wykorzystywali, lecz jej to nie przeszkadzało, chodziło tylko o seks!
-Itaś! Gdzieś ty był, czekam już od godziny!! - chciała go pocałować, lecz ją odepchnął od siebie, zaskoczona wylądowała na podłodze. – co się dzieje? – zapytała zdziwiona, podnosząc się i masując sobie pupę.
-Idź do domu… - popatrzył na nią tymi chłodnymi oczami, zadrżała, lecz nie odpuściła.
-Itachi – usiadła na łóżku błądząc ręką po jego torsie – to, że ktoś cię wkurzył, nie oznacza, iż musisz na mnie wyładowywać złość. – mówiła łagodnie, zataczając kółka na jego piersiach. Nachyliła się i pocałowała go w szyję. Chłopak nie zareagował, leżał jak kłoda. – Musisz się odprężyć, zrobię ci masaż! – zaproponowała, głaskała go delikatnie po ramionach przenosząc ręce na piersi i szyję. Zanurzyła dłonie w jego długich włosach, przełożyła nogę przez jego biodra, nachyliła się i lekko musnęła jego usta, później przeniosła pocałunki na szyję. Wsunęła ręce pod jego koszulkę i powoli podciągała ją do góry, całując jego brzuch przesuwała usta wyżej. Itachi cały czas miał zamknięte oczy, wyobrażał sobie, że to Sakura na nim siedzi i go pieści. Dziewczyna zaczęła ściągać jego bluzkę, pomógł jej w tym. Masowała go dalej, ponownie złożyła krótki pocałunek na jego ustach, Uchiha położył ręce na jej biodrach i przyciągnął ją bliżej. Wbił się w jej usta, całując z żarliwością i pożądaniem. Przeniósł ręce na jej brzuch i ściągnął jej bluzkę, pocałował lekko w usta i zaczął pieścić piersi. Miku wplotła ręce w jego włosy i muskała je lekko ustami. Przenosił pocałunki wyżej, zostawiał mokre ślady i malinki na szyi. Otworzył oczy i spojrzał na nią, jedną ręka odgarnął kosmyki z jej twarzy, lekko się uśmiechnął, zbliżył się do jej ucha i je przygryzł. Dziewczyna zaśmiała się cicho, zbliżyła się do jego twarzy, językiem przejechała po jego dolnej wardze. Wbił się w jej malinowe usta, podniósł ją i położył na łóżku, zjechał pocałunkiem niżej na piersi.
-Ja przez ciebie oszaleję – wyszeptała, cicho się śmiejąc. Itachi nagle znieruchomiał, popatrzył na Miku, był zdziwiony. Przez cały czas myślał, że jest z Sakurą, dopiero gdy usłyszał głos dziewczyny, doszła do niego bolesna prawda. Zszedł z niej i usiadł na krawędzi łóżka, oparł łokcie na nogach, a dłońmi podpierał głowę. – Co ci jest? – zapytała zdziwiona zbliżając się do niego. Przytuliła się do jego pleców, zamykając go w swoich ramionach, zaplatając ręce na jego silnym torsie.
-Idź do domu, chce zostać sam – powiedział obojętnie, rozplótł jej dłonie i wstał.
-Ale dlaczego? – nie chciała odchodzić, nie rozumiała co się z nim dzieje. Popatrzyła na niego, milczał. Zeszła z łóżka i założyła koszulkę. Nie miała wyboru, wzięła swoje rzeczy i wyszła obrażona, zadzierając dumnie nos do góry. Gdy już był sam, zamknął drzwi do pokoju i udał się do łazienki. Rozebrał się i wszedł pod prysznic. Odkręcił kurek z zimną wodą, tego właśnie potrzebował, aby jego rozum zaczął logicznie myśleć. Oparł głowę o drzwi kabiny, lodowata woda spływała po jego gorącym ciele, ochładzając je. Jaki ja byłem głupi, myślał, ona jest moją kuzynką, a ja o niej fantazjuję! Jestem niemożliwy, dobrze, że w porę się obudziłem z tych fantazji. Chociaż z Miku robiłem to wiele razy, nie wybaczył bym sobie tego dzisiejszego! Bo to nie ją tak pożądałem, tylko Sakurę. Powinienem się wstydzić! Czemu wcześniej nie wiedziałem o tym, że mam kuzynkę? Wiedziałem, że ciocia wyjechała za granicę i wzięła ślub, ale nie wiedziałem nic o Sakurze… Muszę się czegoś więcej o tym wszystkim dowiedzieć! Zakręcił wodę, namydlił się kokosowym żelem pod prysznic, wmasował w głowę tego samego zapachu szampon i wszystko spłukał wodą. Wyszedł spod prysznica i wytarł się ręcznikiem. Założył bokserki i umył zęby. Wyszedł z łazienki, rozejrzał się po pokoju, jego wzrok przykuła książka, lektura która miał na jutro przeczytać. Wziął ją i usiadł na łóżku, zaczął czytać, chciał nie myśleć o Sakurze, lecz nie mógł. Cały czas rozmyślał o tym, dlaczego ona tak mu się podoba. Co go tak ciągnie do niej? Przecież zna ją tylko kilka dni, a do tego spotkali się dwa razy, nie licząc wypadku.
-Zaraz chyba oszaleję! – wrzasnął w myślach. Popatrzył na zegarek, dochodziła 23, zamknął książkę i odłożył ją na szafkę przy łóżku. – Najwyżej nie napisze tej kartkówki i już – pomyślał. Zgasił światło i owinął się kołdrą. Próbował zasnąć, lecz wspomnienia dzisiejszego wieczoru nie dawały mu spokoju. Dopiero nad ranem koło 3 udał się w objęcia Morfeusza.
Rano o 7 obudził go budzik. Leniwie wstał i wziął szybki, pobudzający prysznic. Ubrał się i zszedł do kuchni, wziął przygotowane drugie śniadanie i wyszedł. Nie miał ochoty jeść teraz śniadanie, wolał pobyć sam. Wsiadł do samochodu, zaparkowanego przed domem, rzucił plecak na siedzenie pasażera i odpalił silnik. Wycofał i ruszył z piskiem opon w kierunku szkoły. Po dziesięciu minutach był już na miejscu, zaparkował na stałym miejscu. Przyjaciele już na niego czekali, wyszedł z auta i do nich podszedł.
-Co dzisiaj tak wcześnie? – zapytał się go Pein.
-A nie mogłem spać – skłamał, wolał się im nie spowiadać z wczorajszego dnia.
-Widać, ale masz wory pod oczami – uśmiechnęła się Konan.
-Taaa – przytaknął Kisame. – Co myślicie o tej nowej, jak tam jej…
-Sakura – powiedział Deidara, zbliżając się do nich. – Sakura Haruno – przywitał się ze wszystkimi, a dziewczynę ucałował w policzek, rudowłosy posłał mu wściekłe spojrzenie, a Deiowi właśnie o to chodziło, lubił go wkurzać. Chociaż rudzielec wiedział, że Dei jest gejem i tak mu to przeszkadzało, że tak czule wita się z jego dziewczyną. Pein był strasznie zazdrosny o Konan, gdy tylko widział ją z innym facetem, dostawał furii.
-A widzieliście ją chociaż ostatnio? Trzy dni temu przyszła do tej szkoły i tyle ją widziałam, ciekawe czemu nie chodzi do budy? – zastanawiała się Konan. Itachi milczał, nie chciał by ktoś się dowiedział co się z nią dzieję. Chociaż Pein i Kisame, wiedzieli o tym, że należy do jakuzy, nie chciał by się dowiedzieli, iż to jego rodzina. Wcześniej im opowiadał o tym, że podoba mu się Sakura. – Co o tym myślisz Itaś? – zapytała.
-Nie wiem, czy ja o wszystkim muszę zawsze wiedzieć? – uśmiechnął się. – Sorki, ale mam coś jeszcze załatwić, spotkamy się na lekcji.
-Pa – powiedzieli chórem. Itachi szybko zniknął im z oczu, nie chciał już słuchać o Sakurze, to była dla niego istna tortura! Wszedł do budynku, do pierwszej lekcji miał jeszcze dwadzieścia minut, chciał schować się w łazience i pomyśleć na spokojnie o wszystkim. Wiecznie nie może unikać znajomych.
-Itachi-sensei! – zatrzymał się raptownie, odwrócił się i zobaczył Hinate i Naruto, którzy do niego biegli.
-O co chodzi? – zapytał.
-Byłeś na parkingu przed chwilą, widziałeś może Sakurę? – zapytała biało oka.
-Sakurę? - udał, że nie wie o kogo pyta.
-Tą dziewczynę, na którą wpadłeś kilka dni temu. Wysoka i szczupła, różowe włosy i zielone oczy?
-Nie, nie widziałem jej.
-Kurcze! To dzisiaj jej też nie będzie? – zasmuciła się. – czemu nie chodzi do szkoły? Myślałam, że zostaniemy przyjaciółkami, dzwonię do niej i pisze esy, ale nie dochodzą, bo ma wyłączoną komórkę.
Kurcze co ja mam zrobić, myślał, przecież jak Sakura wróci do szkoły to pewnie opowie Hiacie i Naruto, że u niej byłem w szpitalu… Przecież jak im powiem, to nic się nie stanie? Prawda? A tak w ogóle ona wróci do szkoły? Może jak ją odwiedzą, to nie będą mieli wyboru i Sakura będzie wolna?
-Sensei? Wszystko gra? – zapytał Naruto.
-Tak… Tylko nie wiem jak wam to powiedzieć…
-Co? Co? – podskoczyła.
-Sakura jest w szpitalu, miała wypadek samochodowy…
-O boże! Wszystko z nią w porządku? – zmartwiła się dziewczyna, Uchiha jej przytaknął.
-A skąd wiesz o tym? – zapytał Naruto.
-Bo mi wpadła pod koła i ją zawiozłem do szpitala – odpowiedział zgodnie z prawdą, nie miał wyboru. Skoro powiedział im, że jest w szpitalu, musiał też powiedzieć, iż to przez niego.
-Co? – wrzasnęli równocześnie.
-Nie krzyczcie tak – uspakajał ich Itachi – wybiegła na ulicę wprost pod mój samochód, nie wyhamowałem, w końcu jest zima, nie?
-A w jakim szpitalu jest? – dopytywałaś się.
-W Byoin. Tylko nie rozpowiadajcie tego nikomu, miał bym problemy.
-Dziękuję Itachi i nie przejmuj się, nikomu nic nie powiemy – uśmiechnęła się radośnie – dzisiaj ją odwiedzimy, prawda Naruto?
-Tak – przytaknął.
- A może pójdziesz z nami?
-Nie mogę, mam dzisiaj dużo roboty.
-Aha, dobra to idziemy. Pa – odeszli. Itachi westchnął, też chciał ją odwiedzić, porozmawiać i się pośmiać, lecz nie mógł na nią patrzeć. Miał żal do niej jak i do siebie o to, że ją poznał. Mogła nie przyjeżdżać do Tokio, wtedy by jej nie spotkał i by mu się nie spodobała. Nadal był by z Miku i nie przejmował się niczym. Zadzwonił dzwonek. Ruszył w stronę klasy, miał teraz matematykę i nie chciał się na nią spóźnić. Wszedł do klasy, nauczyciel już prowadził lekcje, usiadł koło Peina, który zajął mu wcześniej miejsce.
-Powiesz mi o co chodzi? – zapytał rudzielec gdy tylko usiadł koło niego.
-Nie wiem o co ci chodzi… -uśmiechnął się.
-Nie chrzań! Widzę, że coś cię gryzie! – wkurzył się. Itachi miał twarz bez wyrazu, nie przejmował się przyjacielem.
-To nic ważnego…nie musisz się martwić.
-Ok. – westchnął – Przecież cię nie zmuszę, jak będziesz chciał sam mi powiesz. – zrezygnował, wiedział, że Itachi powie mu wszystko jak nadejdzie odpowiedni moment. W końcu byli przyjaciółmi od dziecka, zawsze wszystko robili razem i mieli do siebie zaufanie.
~*~
Hinata całą pierwsza lekcję nie słuchała, nie mogła się skupić, zamartwiała się. Niby Itachi ją uspokoił i powiedział, że Sakurze nic nie jest, ale sama chciała się o tym przekonać. Miała iść z Naruto zaraz po szkole do szpitala Byoin, lecz nie mogła tyle czekać. Dzisiaj mieli osiem lekcji i zajęcia kończyli o piętnastej. Zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji.
-No to idziemy na biolę – przed jej ławką staną Naruto, szczerząc swoje żeby. Wcześniej rzadko rozmawiali, to właśnie dzięki Sakurze, w kawiarni kiedy ich zostawiła razem, pogłębili swoją znajomość. Teraz rozmawiali na każdej przerwie.
-Słuchaj Naruto… chciałabym wcześniej zobaczyć się z Sakurą – spuściła smutna głowę.
-Nie ma sprawy, mój wujek pracuje w tym szpitalu jako lekarz, więc nie musimy się przejmować porami odwiedzin.
-Naprawdę – podniosła się szczęśliwa. Jej oczy rozpromieniły się, miała ochotę przytulić Naruto, lecz się powstrzymała. Wyszli z klasy, kierowali się w stronę szatni.
-Hej Sasuke – zawołał Naruto i podbiegł do przyjaciela.
-Co jest? – zapytał brunet.
-Chodź z nami.
-A gdzie? – popatrzył na Hinatę, która stanęła za blondynem.
-Odwiedzimy koleżankę – odpowiedział i złapał Hinatę za rękę. Dziewczyna zarumieniła się, spojrzała niepewnie na Naruto. – Wiesz… Hinata chce odwiedzić znajomą, a ja nie mam samochodu i trudno będzie nam się dostać do szpitala.
-Szpitala? – powtórzył.
-Niom, to co podwieziesz nas? – uśmiechnął się radośnie, Sasuke przytaknął. Cała trójka udała się do szatni. Hyuga jako jedyna przebrała obuwie, chłopaki się tym nie trudzili. Wyszli ze szkoły i wsiedli do porsche Sasuke. Ruszyli z parkingu z piskiem opon, dziewczyna nie była przyzwyczajona do szybkiej jazdy, z przerażeniem patrzyła na Naruto, który dobrze się bawił.
-Naruto? – wyszeptała.
-Nie bój się! Sasek umie jeździć – zaśmiali się.
Po dwudziestu minutach byli już na miejscu. Hinata wyszła z auta kołysząc się na boki, tak jakby była już nieźle podpita, blondyn ją podtrzymywał, aby nie upadła.
-Ehh… te dziewczyny zawsze się boją szybkiej jazdy? – zapytał Uchiha zamykając samochód. Podszedł do przyjaciela i pomógł mu poprowadzić, ledwo żywą dziewczynę. Uzumaki zostawił ich samych i pobiegł kupić wodę dla Hinaty.
Po dziesięciu minutach wrócił z powrotem, biało oka czuła się już lepiej, mdłości ustąpiły.
-Jak się czujesz? – zapytał zmartwiony.
-Już lepiej – podał jej wodę – dzięki.
-No to idziemy? - przytaknęła. Weszli do budynku.
-Dzień dobry – przywitał się Naruto. – Chciałbym się zobaczyć z panem doktorem Fuse.
-Jest pan umówiony? – zapytała pielęgniarka spoglądając na Chłopaka – o to ty Naruto! – zawołała – Doktor teraz jest zajęty, bo ma obchód, ale za jakieś dwadzieścia minut powinien być wolny.
-Dzięki. A tak miedzy nami – nachylił się i ściszył głos – powiedziałabyś mi, w której Sali leży Sakura Haruno?
-No nie wiem, teraz nie ma pory odwiedzin…
-No weź, to moja przyjaciółka. Specjalnie ze szkoły się urwałem, żeby się z nią zobaczyć.
-No dobra… tylko ja nic ci nie mówiłam jak wpadniecie.
-Dzięki!
Wsiedli do windy i pojechali na drugie piętro, stamtąd udali się do sali gdzie leżała Sakura. Zapukali i weszli do środka.
-Naruto, Hinata? – zawołała zdziwiona Sakura, gdy zobaczyła przyjaciół. Sasuke stanął jak wryty, gdy zobaczył dziewczynę. To teraz wpadłem, pomyślał. Chciał uciec, lecz powstrzymał go Naruto, wciągając do środka.
-To jest Sasuke, chodzi z nami do klasy. – przedstawił go.
-Czy ja cię gdzieś już nie widziałam? – zapytała różowo włosa, zastanawiając się.
-No w szkole pewnie, w końcu chodzimy do jednej klasy – odrzekł.
______________
No i na dzisiaj to by było tyle:0 mam nadzieje, ze się podoba:PP
-Musimy pogadać – wyprostował się i spojrzał wkurzony na ojca.
-Jestem zajęty – odpowiedział równie oschle. Itachi spojrzał na siedzenie przed biurkiem, zajmowała je kobieta. Brązowe włosy miała spięte w koka, po policzkach spływały łzy. Blada i zmartwiona twarz, zdziwiła go.
-Ciocia Rinako? – zapytał zszokowany – co ty tu robisz?
-To już nie twoja sprawa Itachi, zostaw nas samych – odpowiedział za nią Fugaku.
-Czy dałem ci jakiś powód żebyś mi nie mógł ufać? – zapytał spokojny, próbował podejść ojca, może sam mu wtedy powie coś o Sakurze. Podszedł do biurka, oparł się na jego blacie patrząc prosto w oczy ojca. Ich wzrok był chłodny i obojętny, z ich twarzy nie można było wyczytać żadnych uczuć. Obaj opanowali skrywanie swoich uczuć, pod maską obojętności, do perfekcji. Celowali w siebie wzrokiem już przez dłuższą chwile, Rinako lekko zakasłała, aby przypomnieć o swojej obecności, to zbudziło mężczyzn.
-Dobrze więc, możesz zostać. – wskazał na fotel obok barku z alkoholem, gdzie chłopak posłusznie usiadł. - Więc przejdźmy do rzeczy…czego ode mnie chcesz? – zwrócił się do kobiety.
-Żebyś pozwolił jej odejść – wykrzyczała przez łzy – czemu to robisz?
-Powiedziałem, że się zastanowię. Może ją puszczę wolno, albo jakoś wykorzystam… - uśmiechnął się triumfująco, wiedział, że Rinako nic mu nie może zrobić. Od dzieciństwa lubił się na niej znęcać, zawsze jej dokuczał.
-Ale o co chodzi, o kim rozmawiacie? – wtrącił się Itachi.
-O mojej córce Sakurze, ona jest taka młoda, niewinna. Czemu mi to robisz? – załkała, oparła ręce na blacie stołu i ukryła w nich twarz. – proszę…
-Sakura...to twoja córka? – zapytał nie dowierzając.
-Tak – popatrzyła na niego. Itachi nagle zbladł, był w szoku. Jego ciało stało się skałą, krew nie dopływała do jego mózgu, nie był w stanie trzeźwo myśleć. Wszystkie komórki w jego ciele jakby obumarły, a on sam chylił się ku ciemności. – Itachi czy wszystko w porządku? – zapytała zaniepokojona Rinako, te słowa wyrwały z letargu Uchihę. Spojrzał na nią już trochę uspokojony, musiał wszystko poukładać w swojej głowie. Dziewczyna, która mu się spodobała, i którą polubił, okazała się jego kuzynką! Nagle poczuł ogromne obrzydzenie do jej i swojej osoby, gdyby wiedział wcześniej... – Itachi słyszysz mnie? – wyciągnęła rękę w jego stronę, dotknęła jego kolana. Chłopak spojrzał na ciocie i posłał jej blady uśmiech.
-Przepraszam, zamyśliłem się – spojrzał na ojca – właśnie sobie coś przypomniałem, muszę już iść. – wstał i podszedł do drzwi. Oboje popatrzyli na niego pytająco.
-Chyba coś ode mnie chciałeś? Po co przyszedłeś? – zapytał się go ojciec.
-To nie jest już takie ważne, teraz mam ważniejszą sprawę na głowie – nacisnął klamkę i wyszedł.
-Co się mu stało? – zapytała Rinako, nadal była zdziwiona jego zachowaniem.
-Nie wiem…ale jak wspomniałaś o Sakurze to nagle się zmienił, podobno on ją potrącił. Lecz nie jestem pewny, bo to widział jakiś chłopak, którego moi ludzie przepytali i z jego opisu wszystko wskazuje na niego. – dumał Fugaku. – Wiec jaka jest ta druga sprawa, o której chciałaś rozmawiać?
-To prawda, że Makoto skoczył z mostu? – przerażona patrzyła na brata, chciała, aby jej zaprzeczył, żeby powiedział, iż to jest pomyłka. Wiedziała, że sama prosiła o jego śmierć, ale to był tylko impuls, tak naprawdę chciała by żył.
-Nic nie jest pewne – odetchnęła z ulgą – lecz musimy się upewnić. Znaleźliśmy jego portfel i płaszcz…Jak go tylko znajdę, to pożałuje, że się urodził! – wkurzony popatrzył na siostrę, teraz nie krył swoich uczuć. Jego twarz było cała purpurowa, na czole pojawiło się kilka zmarszczek. – Z tego co mówiłaś zarobił w stanach dużo pieniędzy i je wszystkie wydał na ten hotel? Zapomniał o długach? A może myślał, że skoro jesteś moją siostrą, to nie będzie musiał oddać mi tych pieniędzy?
-Nie wiem, naprawdę nie wiem…chciałabym wiedzieć! Ale czemu posunąłeś się do takich metod? Czemu Sakura musi za to wszystko cierpieć?
-Nie miałem tego w planach, ci idioci, których wysłałem do Makoto ją przyprowadzili, a teraz już tego nie mogę cofnąć.
-Bo?
-Bo dziewczyna za dużo wie! Sama nie chciałaś by twoje dzieci się dowiedziały. – dolał sobie whisky do szklaneczki, wziął dużego łyka i dodał – jak znajdziemy Makoto będzie mogła wrócić do szkoły, lecz będzie pod kontrolą.
-Kogo? Wyślesz jakiś zbirów, żeby siedzieli jej na karku? – wrzasnęła. Wstała i uderzyła dłońmi o blat stołu. – jeśli jej się coś stanie, to pożałujesz tego! – wzięła torebkę i płaszcz, i wyszła z gabinetu trzaskając drzwiami.
-Ciekawe co mi zrobisz – zaśmiał się głośno i wypił resztę trunku.
~*~
Korytarzem szpitalnym szła pielęgniarka, została wezwana do pacjenta, więc musiała sprawdzić o co chodzi. Gdy skręciła w boczny korytarz, zobaczyła mężczyznę, leżącego przed windą. Podbiegła do niego i sprawdziła puls, na szczęście żył.
-Słyszy mnie pan? – zawołała, lekko nim potrząsając, nie reagował. Z trudem udało jej się przewrócić go na plecy. Na czole miał ranę, z której sączyła się krew. Sprawdziła mu oddech, oddychał. Ułożyła go w bezpiecznej bocznej pozycji i pobiegła po pomoc. Po chwili wróciła z wózkiem i lekarzem. Posadzili nieprzytomnego na wózku i zabrali go do sali, aby go zbadać.
~*~
Itachi prosto z gabinetu ojca udał się do swojego pokoju. Wszedł do środka i zamknął drzwi na klucz. Gdy tylko położył się na łóżku, wyskoczyła na niego Miku. Wysoka i smukła dziewczyna o wielkim biuście. Miała długie, do pasa, złociste włosy i fiołkowe oczy, obrysowane ciemnym wachlarzem rzęs. Była ładna, lecz głupia i naiwna. Mężczyźni często ją wykorzystywali, lecz jej to nie przeszkadzało, chodziło tylko o seks!
-Itaś! Gdzieś ty był, czekam już od godziny!! - chciała go pocałować, lecz ją odepchnął od siebie, zaskoczona wylądowała na podłodze. – co się dzieje? – zapytała zdziwiona, podnosząc się i masując sobie pupę.
-Idź do domu… - popatrzył na nią tymi chłodnymi oczami, zadrżała, lecz nie odpuściła.
-Itachi – usiadła na łóżku błądząc ręką po jego torsie – to, że ktoś cię wkurzył, nie oznacza, iż musisz na mnie wyładowywać złość. – mówiła łagodnie, zataczając kółka na jego piersiach. Nachyliła się i pocałowała go w szyję. Chłopak nie zareagował, leżał jak kłoda. – Musisz się odprężyć, zrobię ci masaż! – zaproponowała, głaskała go delikatnie po ramionach przenosząc ręce na piersi i szyję. Zanurzyła dłonie w jego długich włosach, przełożyła nogę przez jego biodra, nachyliła się i lekko musnęła jego usta, później przeniosła pocałunki na szyję. Wsunęła ręce pod jego koszulkę i powoli podciągała ją do góry, całując jego brzuch przesuwała usta wyżej. Itachi cały czas miał zamknięte oczy, wyobrażał sobie, że to Sakura na nim siedzi i go pieści. Dziewczyna zaczęła ściągać jego bluzkę, pomógł jej w tym. Masowała go dalej, ponownie złożyła krótki pocałunek na jego ustach, Uchiha położył ręce na jej biodrach i przyciągnął ją bliżej. Wbił się w jej usta, całując z żarliwością i pożądaniem. Przeniósł ręce na jej brzuch i ściągnął jej bluzkę, pocałował lekko w usta i zaczął pieścić piersi. Miku wplotła ręce w jego włosy i muskała je lekko ustami. Przenosił pocałunki wyżej, zostawiał mokre ślady i malinki na szyi. Otworzył oczy i spojrzał na nią, jedną ręka odgarnął kosmyki z jej twarzy, lekko się uśmiechnął, zbliżył się do jej ucha i je przygryzł. Dziewczyna zaśmiała się cicho, zbliżyła się do jego twarzy, językiem przejechała po jego dolnej wardze. Wbił się w jej malinowe usta, podniósł ją i położył na łóżku, zjechał pocałunkiem niżej na piersi.
-Ja przez ciebie oszaleję – wyszeptała, cicho się śmiejąc. Itachi nagle znieruchomiał, popatrzył na Miku, był zdziwiony. Przez cały czas myślał, że jest z Sakurą, dopiero gdy usłyszał głos dziewczyny, doszła do niego bolesna prawda. Zszedł z niej i usiadł na krawędzi łóżka, oparł łokcie na nogach, a dłońmi podpierał głowę. – Co ci jest? – zapytała zdziwiona zbliżając się do niego. Przytuliła się do jego pleców, zamykając go w swoich ramionach, zaplatając ręce na jego silnym torsie.
-Idź do domu, chce zostać sam – powiedział obojętnie, rozplótł jej dłonie i wstał.
-Ale dlaczego? – nie chciała odchodzić, nie rozumiała co się z nim dzieje. Popatrzyła na niego, milczał. Zeszła z łóżka i założyła koszulkę. Nie miała wyboru, wzięła swoje rzeczy i wyszła obrażona, zadzierając dumnie nos do góry. Gdy już był sam, zamknął drzwi do pokoju i udał się do łazienki. Rozebrał się i wszedł pod prysznic. Odkręcił kurek z zimną wodą, tego właśnie potrzebował, aby jego rozum zaczął logicznie myśleć. Oparł głowę o drzwi kabiny, lodowata woda spływała po jego gorącym ciele, ochładzając je. Jaki ja byłem głupi, myślał, ona jest moją kuzynką, a ja o niej fantazjuję! Jestem niemożliwy, dobrze, że w porę się obudziłem z tych fantazji. Chociaż z Miku robiłem to wiele razy, nie wybaczył bym sobie tego dzisiejszego! Bo to nie ją tak pożądałem, tylko Sakurę. Powinienem się wstydzić! Czemu wcześniej nie wiedziałem o tym, że mam kuzynkę? Wiedziałem, że ciocia wyjechała za granicę i wzięła ślub, ale nie wiedziałem nic o Sakurze… Muszę się czegoś więcej o tym wszystkim dowiedzieć! Zakręcił wodę, namydlił się kokosowym żelem pod prysznic, wmasował w głowę tego samego zapachu szampon i wszystko spłukał wodą. Wyszedł spod prysznica i wytarł się ręcznikiem. Założył bokserki i umył zęby. Wyszedł z łazienki, rozejrzał się po pokoju, jego wzrok przykuła książka, lektura która miał na jutro przeczytać. Wziął ją i usiadł na łóżku, zaczął czytać, chciał nie myśleć o Sakurze, lecz nie mógł. Cały czas rozmyślał o tym, dlaczego ona tak mu się podoba. Co go tak ciągnie do niej? Przecież zna ją tylko kilka dni, a do tego spotkali się dwa razy, nie licząc wypadku.
-Zaraz chyba oszaleję! – wrzasnął w myślach. Popatrzył na zegarek, dochodziła 23, zamknął książkę i odłożył ją na szafkę przy łóżku. – Najwyżej nie napisze tej kartkówki i już – pomyślał. Zgasił światło i owinął się kołdrą. Próbował zasnąć, lecz wspomnienia dzisiejszego wieczoru nie dawały mu spokoju. Dopiero nad ranem koło 3 udał się w objęcia Morfeusza.
Rano o 7 obudził go budzik. Leniwie wstał i wziął szybki, pobudzający prysznic. Ubrał się i zszedł do kuchni, wziął przygotowane drugie śniadanie i wyszedł. Nie miał ochoty jeść teraz śniadanie, wolał pobyć sam. Wsiadł do samochodu, zaparkowanego przed domem, rzucił plecak na siedzenie pasażera i odpalił silnik. Wycofał i ruszył z piskiem opon w kierunku szkoły. Po dziesięciu minutach był już na miejscu, zaparkował na stałym miejscu. Przyjaciele już na niego czekali, wyszedł z auta i do nich podszedł.
-Co dzisiaj tak wcześnie? – zapytał się go Pein.
-A nie mogłem spać – skłamał, wolał się im nie spowiadać z wczorajszego dnia.
-Widać, ale masz wory pod oczami – uśmiechnęła się Konan.
-Taaa – przytaknął Kisame. – Co myślicie o tej nowej, jak tam jej…
-Sakura – powiedział Deidara, zbliżając się do nich. – Sakura Haruno – przywitał się ze wszystkimi, a dziewczynę ucałował w policzek, rudowłosy posłał mu wściekłe spojrzenie, a Deiowi właśnie o to chodziło, lubił go wkurzać. Chociaż rudzielec wiedział, że Dei jest gejem i tak mu to przeszkadzało, że tak czule wita się z jego dziewczyną. Pein był strasznie zazdrosny o Konan, gdy tylko widział ją z innym facetem, dostawał furii.
-A widzieliście ją chociaż ostatnio? Trzy dni temu przyszła do tej szkoły i tyle ją widziałam, ciekawe czemu nie chodzi do budy? – zastanawiała się Konan. Itachi milczał, nie chciał by ktoś się dowiedział co się z nią dzieję. Chociaż Pein i Kisame, wiedzieli o tym, że należy do jakuzy, nie chciał by się dowiedzieli, iż to jego rodzina. Wcześniej im opowiadał o tym, że podoba mu się Sakura. – Co o tym myślisz Itaś? – zapytała.
-Nie wiem, czy ja o wszystkim muszę zawsze wiedzieć? – uśmiechnął się. – Sorki, ale mam coś jeszcze załatwić, spotkamy się na lekcji.
-Pa – powiedzieli chórem. Itachi szybko zniknął im z oczu, nie chciał już słuchać o Sakurze, to była dla niego istna tortura! Wszedł do budynku, do pierwszej lekcji miał jeszcze dwadzieścia minut, chciał schować się w łazience i pomyśleć na spokojnie o wszystkim. Wiecznie nie może unikać znajomych.
-Itachi-sensei! – zatrzymał się raptownie, odwrócił się i zobaczył Hinate i Naruto, którzy do niego biegli.
-O co chodzi? – zapytał.
-Byłeś na parkingu przed chwilą, widziałeś może Sakurę? – zapytała biało oka.
-Sakurę? - udał, że nie wie o kogo pyta.
-Tą dziewczynę, na którą wpadłeś kilka dni temu. Wysoka i szczupła, różowe włosy i zielone oczy?
-Nie, nie widziałem jej.
-Kurcze! To dzisiaj jej też nie będzie? – zasmuciła się. – czemu nie chodzi do szkoły? Myślałam, że zostaniemy przyjaciółkami, dzwonię do niej i pisze esy, ale nie dochodzą, bo ma wyłączoną komórkę.
Kurcze co ja mam zrobić, myślał, przecież jak Sakura wróci do szkoły to pewnie opowie Hiacie i Naruto, że u niej byłem w szpitalu… Przecież jak im powiem, to nic się nie stanie? Prawda? A tak w ogóle ona wróci do szkoły? Może jak ją odwiedzą, to nie będą mieli wyboru i Sakura będzie wolna?
-Sensei? Wszystko gra? – zapytał Naruto.
-Tak… Tylko nie wiem jak wam to powiedzieć…
-Co? Co? – podskoczyła.
-Sakura jest w szpitalu, miała wypadek samochodowy…
-O boże! Wszystko z nią w porządku? – zmartwiła się dziewczyna, Uchiha jej przytaknął.
-A skąd wiesz o tym? – zapytał Naruto.
-Bo mi wpadła pod koła i ją zawiozłem do szpitala – odpowiedział zgodnie z prawdą, nie miał wyboru. Skoro powiedział im, że jest w szpitalu, musiał też powiedzieć, iż to przez niego.
-Co? – wrzasnęli równocześnie.
-Nie krzyczcie tak – uspakajał ich Itachi – wybiegła na ulicę wprost pod mój samochód, nie wyhamowałem, w końcu jest zima, nie?
-A w jakim szpitalu jest? – dopytywałaś się.
-W Byoin. Tylko nie rozpowiadajcie tego nikomu, miał bym problemy.
-Dziękuję Itachi i nie przejmuj się, nikomu nic nie powiemy – uśmiechnęła się radośnie – dzisiaj ją odwiedzimy, prawda Naruto?
-Tak – przytaknął.
- A może pójdziesz z nami?
-Nie mogę, mam dzisiaj dużo roboty.
-Aha, dobra to idziemy. Pa – odeszli. Itachi westchnął, też chciał ją odwiedzić, porozmawiać i się pośmiać, lecz nie mógł na nią patrzeć. Miał żal do niej jak i do siebie o to, że ją poznał. Mogła nie przyjeżdżać do Tokio, wtedy by jej nie spotkał i by mu się nie spodobała. Nadal był by z Miku i nie przejmował się niczym. Zadzwonił dzwonek. Ruszył w stronę klasy, miał teraz matematykę i nie chciał się na nią spóźnić. Wszedł do klasy, nauczyciel już prowadził lekcje, usiadł koło Peina, który zajął mu wcześniej miejsce.
-Powiesz mi o co chodzi? – zapytał rudzielec gdy tylko usiadł koło niego.
-Nie wiem o co ci chodzi… -uśmiechnął się.
-Nie chrzań! Widzę, że coś cię gryzie! – wkurzył się. Itachi miał twarz bez wyrazu, nie przejmował się przyjacielem.
-To nic ważnego…nie musisz się martwić.
-Ok. – westchnął – Przecież cię nie zmuszę, jak będziesz chciał sam mi powiesz. – zrezygnował, wiedział, że Itachi powie mu wszystko jak nadejdzie odpowiedni moment. W końcu byli przyjaciółmi od dziecka, zawsze wszystko robili razem i mieli do siebie zaufanie.
~*~
Hinata całą pierwsza lekcję nie słuchała, nie mogła się skupić, zamartwiała się. Niby Itachi ją uspokoił i powiedział, że Sakurze nic nie jest, ale sama chciała się o tym przekonać. Miała iść z Naruto zaraz po szkole do szpitala Byoin, lecz nie mogła tyle czekać. Dzisiaj mieli osiem lekcji i zajęcia kończyli o piętnastej. Zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji.
-No to idziemy na biolę – przed jej ławką staną Naruto, szczerząc swoje żeby. Wcześniej rzadko rozmawiali, to właśnie dzięki Sakurze, w kawiarni kiedy ich zostawiła razem, pogłębili swoją znajomość. Teraz rozmawiali na każdej przerwie.
-Słuchaj Naruto… chciałabym wcześniej zobaczyć się z Sakurą – spuściła smutna głowę.
-Nie ma sprawy, mój wujek pracuje w tym szpitalu jako lekarz, więc nie musimy się przejmować porami odwiedzin.
-Naprawdę – podniosła się szczęśliwa. Jej oczy rozpromieniły się, miała ochotę przytulić Naruto, lecz się powstrzymała. Wyszli z klasy, kierowali się w stronę szatni.
-Hej Sasuke – zawołał Naruto i podbiegł do przyjaciela.
-Co jest? – zapytał brunet.
-Chodź z nami.
-A gdzie? – popatrzył na Hinatę, która stanęła za blondynem.
-Odwiedzimy koleżankę – odpowiedział i złapał Hinatę za rękę. Dziewczyna zarumieniła się, spojrzała niepewnie na Naruto. – Wiesz… Hinata chce odwiedzić znajomą, a ja nie mam samochodu i trudno będzie nam się dostać do szpitala.
-Szpitala? – powtórzył.
-Niom, to co podwieziesz nas? – uśmiechnął się radośnie, Sasuke przytaknął. Cała trójka udała się do szatni. Hyuga jako jedyna przebrała obuwie, chłopaki się tym nie trudzili. Wyszli ze szkoły i wsiedli do porsche Sasuke. Ruszyli z parkingu z piskiem opon, dziewczyna nie była przyzwyczajona do szybkiej jazdy, z przerażeniem patrzyła na Naruto, który dobrze się bawił.
-Naruto? – wyszeptała.
-Nie bój się! Sasek umie jeździć – zaśmiali się.
Po dwudziestu minutach byli już na miejscu. Hinata wyszła z auta kołysząc się na boki, tak jakby była już nieźle podpita, blondyn ją podtrzymywał, aby nie upadła.
-Ehh… te dziewczyny zawsze się boją szybkiej jazdy? – zapytał Uchiha zamykając samochód. Podszedł do przyjaciela i pomógł mu poprowadzić, ledwo żywą dziewczynę. Uzumaki zostawił ich samych i pobiegł kupić wodę dla Hinaty.
Po dziesięciu minutach wrócił z powrotem, biało oka czuła się już lepiej, mdłości ustąpiły.
-Jak się czujesz? – zapytał zmartwiony.
-Już lepiej – podał jej wodę – dzięki.
-No to idziemy? - przytaknęła. Weszli do budynku.
-Dzień dobry – przywitał się Naruto. – Chciałbym się zobaczyć z panem doktorem Fuse.
-Jest pan umówiony? – zapytała pielęgniarka spoglądając na Chłopaka – o to ty Naruto! – zawołała – Doktor teraz jest zajęty, bo ma obchód, ale za jakieś dwadzieścia minut powinien być wolny.
-Dzięki. A tak miedzy nami – nachylił się i ściszył głos – powiedziałabyś mi, w której Sali leży Sakura Haruno?
-No nie wiem, teraz nie ma pory odwiedzin…
-No weź, to moja przyjaciółka. Specjalnie ze szkoły się urwałem, żeby się z nią zobaczyć.
-No dobra… tylko ja nic ci nie mówiłam jak wpadniecie.
-Dzięki!
Wsiedli do windy i pojechali na drugie piętro, stamtąd udali się do sali gdzie leżała Sakura. Zapukali i weszli do środka.
-Naruto, Hinata? – zawołała zdziwiona Sakura, gdy zobaczyła przyjaciół. Sasuke stanął jak wryty, gdy zobaczył dziewczynę. To teraz wpadłem, pomyślał. Chciał uciec, lecz powstrzymał go Naruto, wciągając do środka.
-To jest Sasuke, chodzi z nami do klasy. – przedstawił go.
-Czy ja cię gdzieś już nie widziałam? – zapytała różowo włosa, zastanawiając się.
-No w szkole pewnie, w końcu chodzimy do jednej klasy – odrzekł.
______________
No i na dzisiaj to by było tyle:0 mam nadzieje, ze się podoba:PP
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz